„Niewdzięczna” – warknęła.
To słowo – ulubiona broń narcystycznego rodzica. Sugeruje, że moje istnienie to dług, którego nie spłaciłam. Spojrzałam na nią, na perły i wymuszoną złość, i poczułam jedynie głębokie wyczerpanie.
„Chyba już zdecydowałaś, jaką matką chcesz być jutro” – powiedziałam i poszłam do samochodu.
5:47 rano w dniu ślubu. W apartamencie dla nowożeńców w Crestwood Vineyards pachniało lakierem do włosów i drogą kawą. Megan odwróciła się od okna, trzymając w dłoni lokówkę. „Diana właśnie potwierdziła. Ochrona jest przy bramie. Mają zdjęcia. Granatowa sukienka jest wyprasowana. To się dzieje, Wendy.”
Rozdział 6: Bramy Crestwood
Ceremonia była zaplanowana na 16:00. Beverly, wierna pragnieniu audiencji, przybyła o 15:47.
Mnie nie było przy bramie, ale Megan stała za kratownicą, mając dobry widok. Relacjonowała wydarzenia za pomocą serii szybkich wiadomości tekstowych.
Srebrny mercedes Beverly wjechał na żwir. Wysiadła, a jej suknia w kolorze kości słoniowej za 6500 dolarów lśniła w popołudniowym słońcu. To było ślubne arcydzieło – koronka z koralikami, tren unoszący się w kurzu, dekolt w kształcie serca, który aż prosił się o bukiet. Za nią szła Paige, również w kolorze kości słoniowej, wyglądająca jak niechętna druhna w sukni przeznaczonej dla królowej.
Beverly przeszła piętnaście kroków za bramkę, zanim została zatrzymana.
James, szef ochrony, i Diana Ross, kierowniczka, stanęli jej na drodze. James był wysokim mężczyzną ze słuchawką w uchu i niewzruszoną postawą agenta Secret Service.
„Dzień dobry, pani Sheridan” – powiedziała Diana głosem pełnym profesjonalnego ciepła. „Dzisiaj obowiązuje u nas dress code. Niestety, pani strój nie spełnia wytycznych podanych przez parę młodą”.
Uśmiech Beverly nie tylko zniknął, ale wręcz zbladł. „Jestem matką panny młodej. Proszę się odsunąć”.
„Instrukcje panny młodej są bezwzględne, proszę pani” – dodał James. „W przebieralni mamy dla pani piękną granatową suknię. Albo możemy panią odprowadzić do samochodu”.
„To skandal!” – głos Beverly podniósł się, niosąc się po trawniku, gdzie siedziało już kilka osób. „Wendy to dziecko bawiące się życiem, którego nie rozumie! Nie może mi zabronić!”
„Ona ci nie zabroni” – powiedziała Diana.