Mieszkanie Lucyny było na trzecim piętrze starego bloku na Targówku.
Bez windy.
Klatka pachniała wilgocią, kapustą i tanim detergentem. Na ścianach ktoś zdrapał farbę, a przy skrzynkach na listy leżała ulotka z chwilówkami.
Stałem przed jej drzwiami z kopertą w dłoni i po raz pierwszy od lat czułem się idiotycznie w drogim płaszczu.
Mała dziewczynka, która mi otworzyła, miała może osiem lat.
Cienki warkocz, kapcie z urwanym uszkiem i oczy Lucyny.
Te same ciche, ostrożne oczy.
– Dzień dobry – powiedziałem. – Jest Lucyna?
Dziewczynka zmierzyła mnie wzrokiem.
– Ciocia śpi. W nocy znowu płakała przez tatę.
Coś ścisnęło mnie w gardle.
– Przepraszam. Przyjdę innym razem.
Już chciałem się cofnąć, ale z głębi mieszkania dobiegł głos Lucyny.
– Haniu, wpuść pana.
Dziewczynka odsunęła się niechętnie.
Wszedłem.
Mieszkanie było małe, ale czyste w ten sposób, który nie wynika z nadmiaru czasu, tylko z czyjejś desperackiej próby utrzymania kontroli nad życiem. W kuchni suszyły się dziecięce rajstopy. Na stole leżały leki, zeszyty szkolne i rachunki.
Lucyna siedziała przy łóżku w drugim pokoju.
Była blada, z podkrążonymi oczami. Bez fartucha, bez tej służbowej ciszy wyglądała jeszcze młodziej. A jednocześnie starszej niż ktokolwiek w jej wieku powinien.
Na łóżku leżała kobieta.
Jej matka, jak się domyśliłem.
Chuda, nieruchoma, z twarzą po udarze i dłonią wykrzywioną na kołdrze.
Lucyna poprawiała jej poduszkę.
– Nie powinien pan tu przychodzić – powiedziała.
– Wiem.
– To dlaczego pan przyszedł?
Spojrzałem na kopertę w dłoni i nagle poczułem obrzydzenie do samego siebie. Bogaci ludzie mają brzydki odruch: kiedy nie wiedzą, jak naprawić krzywdę, próbują położyć na stole pieniądze, żeby przynajmniej coś wyglądało konkretnie.
Schowałem kopertę do kieszeni.
– Bo chciałem przeprosić. Ale teraz widzę, że samo przepraszam nie wystarczy.
Lucyna zaśmiała się cicho.
Bez radości.
– Nie wszystko trzeba naprawiać, panie Aleksandrze. Czasem wystarczy nie psuć bardziej.
Usiadłem na krześle przy drzwiach, bo nie miałem odwagi podejść bliżej.
– Nie wiedziałem o twoim ojcu.
– Bo pan nigdy nie pytał.