CZĘŚĆ 1
W dniu ślubu cywilnego, w obecności 180 gości i pod zimnymi złoceniami lyońskiego ratusza, na lewym policzku Camille Morel wciąż widniał purpurowy ślad dłoni mężczyzny, którego miała poślubić.
Nikt nie śmiał odetchnąć, gdy weszła. Jej kremowa suknia sunęła po parkiecie niczym złamana obietnica, bukiet piwonii drżał w jej palcach, a welon, zamiast zakrywać siniak, zdawał się go oprawiać. Na końcu nawy Étienne Delmas się uśmiechnął. Granatowy garnitur, wysoko uniesiona broda, spokojne spojrzenie: wyglądał jak mężczyzna przekonany, że nawet kobiecy wstyd może należeć do niego.
Henri Morel, jego ojciec, wstał z pierwszego rzędu. Mający 68 lat były sędzia Sądu Apelacyjnego, miał lekko pochylone plecy, ale jego milczenie uciszyło salę skuteczniej niż krzyk. Od śmierci żony żył w odosobnieniu w Croix-Rousse, otoczony dokumentami fundacji medycznej i książkami z adnotacjami kobiety, którą wciąż kochał. Ludzie mówili, że był delikatny. Camille wiedziała, że jest delikatny tylko wtedy, gdy nikt nie dotykał jego dziecka.
Powoli uniósł welon. Kiedy zobaczył małe rozcięcie w kąciku jej ust, jego oczy się zmieniły.
„Camille… kto ci to zrobił?” Étienne zaśmiał się krótko i sucho.
„Wczoraj wieczorem dostała ataku. W mojej rodzinie nie pozwalamy histerycznej kobiecie zepsuć ślubu. Po prostu pokazałem jej miejsce”. Dreszcz przeszedł przez ławki. Solange Delmas, jej matka, poprawiła perłowy naszyjnik.
„Henri, nie rób z tego wielkiej sprawy. Camille jest delikatna, podatna na wpływy. Nauczy się zachowywać”. Camille ścisnęła bukiet tak mocno, że zraniła sobie palce. Dzień wcześniej, w mieszkaniu Confluence, Étienne uderzył ją, gdy odmówiła podpisania aneksu do umowy małżeńskiej. Fałszywego aneksu, przygotowanego przez jej ojca Gérarda, który dawał Étienne’owi kontrolę nad funduszem powierniczym odziedziczonym po matce. Potem zagroził jej: jeśli się odezwie, oczerni Henriego, jego fundację, jego reputację.
Ale kiedy mówił, aplikacja nagrywająca już działała.
Camille spojrzała na ojca. To spojrzenie wystarczyło.
„To małżeństwo się skończyło” – powiedział Henri.
Étienne gwałtownie chwycił Camille za nadgarstek. Bukiet spadł, piwonie potoczyły się po parkiecie.
„Ty szalona kobieto…” Henri stanął między nimi.
„Dokończ zdanie. Trafia do akt.”
Camille podniosła mały czarny dyktafon ukryty między łodygami.
„Uśmiechnij się, Étienne. Jesteś nagrywany.” W tym momencie drzwi do sali otworzyły się za gośćmi.
CZĘŚĆ 2
Weszło dwóch policjantów w ubraniach cywilnych, a za nimi Maître Renaud, prawnik Camille, i kobieta w granatowym płaszczu.
„Komendancie Isabelle Caron, Wydział Przestępstw Finansowych. Pan Étienne Delmas, pan Gérard Delmas, pani Solange Delmas, mamy nakazy przeszukania”.
Gérard zerwał się na równe nogi.