„Nie macie prawa przerywać ślubu”.
„Reagujemy na napaść z użyciem przemocy, fałszerstwo, użycie sfałszowanych dokumentów, wymuszenie, znęcanie się nad osobą bezbronną i spisek”.
Goście cofnęli się, jakby te słowa ich paliły. Étienne zbladł, a następnie wskazał na Camille.
„Jest niestabilna. Zapytajcie lekarzy”.
„Którzy lekarze?” zapytała Camille. Solange uśmiechnęła się chłodno.
„Ci, którzy mogą potwierdzić twoje urojenia”. Matka Étienne’a rzuciła Camille niemal czułe spojrzenie, spojrzenie bardziej okrutne niż policzek.
Wtedy wstała kobieta z trzeciego rzędu. Léa Martin, była narzeczona Étienne’a, zdjęła ciemne okulary. Blizna przecięła jej brwi.
„Mówili to samo o mnie. Uderzył mnie, a potem jego matka zapłaciła mi 80 000 euro, żebym zniknęła”. Maska Étienne’a pękła. Ale najbardziej przerażający głos dobiegł skądinąd.
„A ja” – powiedziała 89-letnia Madeleine Delmas – „w końcu chcę porozmawiać o moim synu”.
CZĘŚĆ 3 Wszyscy zwrócili się w stronę wózka inwalidzkiego ustawionego przy kolumnie, gdzie Madeleine Delmas od początku pozostawała niemal niewidoczna. Stała z dala od przejścia, z kocem na kolanach, niczym rodzinna pamiątka wystawiona z poczucia obowiązku. Gérard, który zawsze mówił w jej imieniu, zbladł. „Mamo, bądź cicho”. Madeleine spojrzała na niego z tak starczym zmęczeniem, że wydawało się cięższe niż jej wiek.
„Mówisz mi to odkąd skończyłaś 12 lat”. Ten szept wystarczył, by przełamać kolejną warstwę milczenia. Camille poczuła, jak nogi drżą jej pod sukienką. Wiedziała, co Madeleine powie, ale usłyszenie tego w tym pokoju, w obecności przyjaciół, partnerów biznesowych, prominentnych osobistości i kuzynów, którzy śmiali się z niej przez dwa lata, miało brutalny posmak zemsty.