„Miesiąc temu”, kontynuowała Madeleine, „Camille przyszła do mnie. Nie po to, żeby ukraść mi syna, jak mi powiedziano. Żeby pokazać mi, co się dzieje z moją polisą na życie. Gérard zmienił beneficjentów. Sprzedał też dom mojego męża, korzystając z pełnomocnictwa, którego nigdy nie podpisałam”. Gérard uderzył pięścią w oparcie ławki.
„Jesteś manipulowana!” „Nie”, odpowiedziała Madeleine. „Po raz pierwszy od…”
Dawno mnie tu nie było.
Komendan Caron dał znak koledze. Gérard niechętnie podał telefon, ale kciukiem wciąż próbował coś usunąć. Policjant odebrał mu go. Wokół nich kilku gości spuściło wzrok na swoje ekrany. Wczorajsi sojusznicy stali się już ostrożnymi nieznajomymi.
Adwokat Renaud otworzył swoją czerwoną teczkę.
„Aneks do umowy małżeńskiej został wysłany do prokuratury. Podpis Camille jest sfałszowany. Wspomniany notariusz nie istnieje. Świadek jest pracownikiem firmy Delmas. Morel Santé wnioskował o prewencyjne zamrożenie kont powiązanych z Delmas Investissements”.
Następnie położyła na stole pendrive, kopię wyciągów bankowych i trzy zrzuty ekranu wiadomości, które Gérard uważał za usunięte. W tych zimnych, bezosobowych wiadomościach nie było ani słowa o miłości, małżeństwie ani rodzinie. Były tylko rozmowy o udziałach, kontroli, milczeniu i reputacji. Imię Camille pojawiło się tylko raz, po czym zostało zastąpione słowem, które przyprawiło Henriego o dreszcz: „aktywna”.
Solange wyprostowała się, blada ze złości.
„Niszczysz rodzinę przez kłótnię kochanków”.
Camille w końcu na nią spojrzała. Przez dwa lata ta kobieta poprawiała swój sposób mówienia, ubrania, śmiech, sposób, w jaki trzymała kieliszek szampana. Nazywała ją „moją małą” w obecności gości, jak głaska się nadmiernie nerwowego psa. Szeptała przyjaciołom Étienne’a, że Camille źle sypia, wymyśla sobie lęki, staje się dla siebie zagrożeniem. Jeszcze dziś rano wysłała jej wiadomość: przyjdź uśmiechnięta, nikt nie może niczego zobaczyć.
„Kłótnia kochanków nie fałszuje dokumentów” – powiedziała Camille. „Kłótnia kochanków nie okrada kobiet, nie bije ich, nie oszukuje, gdy odmawiają podpisania”. Léa, siedząca w trzecim rzędzie, stłumiła szloch. Camille podeszła do niej i wyciągnęła rękę. Dwie kobiety w eleganckich sukniach spojrzały na siebie, po czym również wstały. Jedna pracowała kiedyś w klinice, którą kupił Gérard. Druga znała siostrzenicę Solange, zrujnowaną po zerwanych zaręczynach. Nagle ich twarze przestały być twarzami gości, stały się twarzami świadków.