„Pan Bell?”
Nie odpowiedział.
Jego twarz straciła całą arogancję.
Nagle wydawał się mniejszy w swoim ciemnym garniturze.
„Radzę wszystkim, żeby dobrze rozważyli swoje następne słowa” – powiedział sędzia.
Vivian podjęła ostatnią próbę ponownego owdowiedzenia.
„Chciałam tylko chronić pamięć mojego męża.
Eleanor zawsze mnie nienawidziła.
Zmanipulowała Arthura przeciwko mnie.
Nie mogła znieść myśli, że jej ojciec pójdzie dalej ze swoim życiem”.
Tym razem poczułam narastający gniew.
Nie wybuchowy gniew.
Wyraźny, zimny gniew, zrodzony z wszystkich posiłków, przy których zaciskałam zęby, z wszystkich razy, kiedy pozwalałam jego drobnym upokorzeniom płynąć, żeby nie zrobić tacie krzywdy.
„Nie nienawidziłam cię, kiedy pojawiłaś się w naszym życiu” – powiedziałam.
„Miałam szesnaście lat.
Chciałam, żeby mój ojciec był szczęśliwy.
Pomogłam ci wybrać suknię ślubną.
Pokazałam ci, gdzie trzymał swoje lekarstwa.
Dałam ci przepisy mojej matki, bo powiedziałaś, że chcesz być częścią naszych tradycji”.
Jej usta drżały, ale nie ze wstydu.
To była wściekłość.
„I wzięłaś wszystko, co ci dałam” – kontynuowałam – „żeby dowiedzieć się, gdzie naciskać”.
Sędzia przejrzał dokumenty, a następnie poprosiła urzędnika sądowego o zarejestrowanie wszystkich dowodów.
Sędzia natychmiast oddaliła wniosek o ustanowienie opieki.
Ale na tym nie poprzestała.
Zarządziła przekazanie akt sprawy prokuratorowi pod zarzutem oszustwa, fałszerstwa, usiłowania oszustwa spadkowego i przekupstwa w związku z raportem medycznym.
Pan Bell poprosił o głos.