„Nie. Bal maturalny to czas, kiedy jesteśmy prawie dorośli”.
„Och”. Wyciągnął mały palec. „Obiecuję?”
„Co to jest bal maturalny?”
Zaczepiłam go swoim palcem.
„Obiecuję”.
Zapomniałem o tym do obiadu.
Noah nie.
***
Dwanaście lat to długi czas, żeby przyjaźń przetrwała dzieciństwo.
Nasza jakoś przetrwała.
Nie zawsze chodziliśmy na te same zajęcia. Poznaliśmy innych przyjaciół. Rozwijaliśmy różne zainteresowania.
Noah zafascynował się baseballem.
Zapomniałem o tym do obiadu.
Zafascynowała mnie sztuka.
Próbował nauczyć mnie statystyki baseballowej.
Odwdzięczyłem się, zmuszając go do odwiedzania muzeów sztuki.
Żadna z kampanii nie przyniosła skutku.
Kiedy mieliśmy 12 lat, moi rodzice się rozwiedli.
To zmieniło mnie w sposób, którego wtedy nie rozumiałem.
W naszym domu zrobiło się ciszej.
Kiedy mieliśmy 12 lat, moi rodzice się rozwiedli.
Tata przeprowadził się do mieszkania 20 minut drogi ode mnie.
Mama zaczęła udawać, że nie płacze.
Ja zacząłem udawać, że tego nie zauważyłem.
W szkole przestałem jeść
dużo na lunchu.
Noah to zauważył.
Nigdy nie prosił mnie o wyjaśnienia.
Po prostu siedział obok mnie.
Czasami mówił.
Czasami nie.
Nigdy nie prosił mnie o wyjaśnienia.
Kiedyś spędził 15 minut bez przerwy, tłumacząc, dlaczego nasza drużyna baseballowa potrzebuje nowego miotacza rezerwowego.
Rozumiałam około czterech słów.
To i tak pomogło.
Lata później, kiedy oblałam pierwszy egzamin na prawo jazdy, Noah pojawił się w naszym domu z dwoma lodami.
„Dlaczego dwa?”
„Jedne, bo próbowałaś” – powiedział.
„Jedne, bo próbowałaś”.
Uśmiechnęłam się.
„A drugie?”
„Bo źle jeździłaś”.
Rzuciłam w niego poduszką.
Kiedy miałam 16 lat, kiedy powiedziałam mu, że chcę rzucić sztukę, bo dziewczyna z mojej klasy śmiała się z jednego z moich obrazów, ukradł najbrzydszy rysunek dinozaura, jaki kiedykolwiek zrobiłam.
„Bo źle jeździłaś”.
Następnego ranka znalazłam to przyklejone taśmą w jego szafce.
„Noah!”
„Co?”
„Dlaczego to tam jest?”
Obejrzał to.
„Nadal wygląda jak ziemniak z rękami”.
„To zdejmij to” – zażądałam.
„Nie”.
„Dlaczego?”
„Bo jeszcze nie możesz przestać, Chrissy”.
„Dlaczego nie?”
„Bo dinozaury się nie poprawiły”.
„Nadal wygląda jak ziemniak z rękami”.
Zaśmiałam się wbrew sobie.
To był Noah.
Nigdy nie wygłaszał przemówień.
Zostawał tam na tyle długo, żeby ból stał się znośny.
A kiedy mój pierwszy chłopak rzucił mnie trzy tygodnie przed balem maturalnym, Noah pojawił się z lodami czekoladowymi.
Usiadł obok mnie na ganku, kiedy płakałam.
Zostawał tam na tyle długo, żeby ból stał się znośny.
Po 10 minutach milczenia w końcu się odezwał.
„Mówiłem ci, że jest idiotą”.
Spojrzałam na niego przez opuchnięte oczy.
„Nie, nie powiedziałeś”.
„Myślałam”.
„To się nie liczy”.
„Powinno”.
Śmiałam się tak głośno, że prawie się udławiłam lodami.
Noah nadal opowiada tę historię.
Za każdym razem mu grożę.
„Mówiłam ci, że jest idiotą”.
***
Więc kiedy zbliżał się bal maturalny, tak naprawdę nigdy nie miałam wątpliwości, z kim chcę iść.
Ale Noah najwyraźniej wierzył, że jest inaczej.
Pewnego popołudnia w lutym znalazł mnie przy mojej szafce.
„Chrissy”.
„Tak?”
„Pamiętasz pierwszą klasę?”
Udawałam, że się zastanawiam.
„Nie”.
Jego mina zrzedła.
„Serio?”
„Pamiętasz pierwszą klasę?”
„Noah, żartuję”.
Spojrzał na mnie gniewnie.
„To nie jest śmieszne”.
„To było trochę śmieszne”.
„Nie”.
Potem wyciągnął swój mały palec.
I nagle znów miałam sześć lat.
Rodzynki.
Dinozaury.
Okrutny chłopiec.
Obiecanie, o którym zapomniałam tamtego popołudnia i którego i tak dotrzymywałam przez 12 lat.
I nagle znów miałam sześć lat.
Zahaczyłam swoim małym palcem o jego.
„Bal maturalny?”
Noah skinął głową.
„Bal maturalny”.
Potem cała jego twarz się rozjaśniła.
„Już kupiłem muszkę”.
Mrugnęłam. „Kiedy?”
„W listopadzie”.
„Noah, to był listopad”.
„Dokładnie”.
„Co to znaczy?”
„W sklepach brakuje rzeczy”, powiedział.
„Już kupiłem muszkę”.
„Nie zabraknie im muszek”.
„Nie wiesz tego”.
W ten sposób Noah oficjalnie zaprosił mnie na bal maturalny.
***
W noc balu maturalnego byłam na górze i walczyłam z kolczykiem, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zadzwoniła moja ciocia.
„Chrissy! Jest tutaj!”
„Powiedz mu dwie minuty!”
„Chrissy! Jest tutaj!”
Spoza drzwi wejściowych dobiegł głos Noaha.
„Powiedziała to 15 minut temu!”
Zdrajczyni.
Skończyłam robić kolczyk i spojrzałam w lustro.
Ładna sukienka.
Zakręcone włosy.
Makijaż, który zajął cioci prawie godzinę.
Byłam zdenerwowana.
Nie z powodu Noaha.
Z powodu wszystkiego innego.
Byłam zdenerwowana.
Bal maturalny zawsze wydawał się jedną z tych rzeczy, które przytrafiają się starszym ludziom.
Nagle stałam się starszą osobą.
Złapałam torebkę.