Zanim doszłam do schodów, usłyszałam mamę otwierającą drzwi wejściowe.
Potem zapadła cisza.
Niezwykła cisza.
Taka, która sprawia, że człowiek przestaje się ruszać.
Bal maturalny zawsze wydawał się jedną z tych rzeczy, które przytrafiają się starszym ludziom.
Podeszłam bliżej do półpiętra.
Noah stał w wejściu.
Granatowy garnitur.
Biała koszula.
Ta absurdalna muszka idealnie prosta.
W jednej ręce trzymał mały bukiecik.
Uśmiechał się.
Mama nie.
Wpatrywała się w niego.
„Pani Jane?”
Mama mrugnęła. „Och. Noah. Cześć.”
W jednej ręce trzymał mały bukiecik.
„Wszystko w porządku?”
„Tak.”
Ale nie.
Znałam swoją mamę.
Coś się zmieniło, gdy tylko go zobaczyła.
Jej wzrok powędrował na bukiecik.
Potem na jego muszkę.
Potem z powrotem na jego twarz.
Przez jedną dziwną sekundę wyglądała, jakby zobaczyła ducha.
Coś się zmieniło w chwili, gdy go zobaczyła.
„Chrissy jest prawie gotowa” – powiedziała szybko.
„Jestem gotowa”.
Mama odwróciła się i zobaczyła mnie na schodach.
Jej twarz znów się zmieniła.
„Chodź ze mną na górę”.
„Co?”
„Chwileczkę”.
„Mamo, Noah czeka”.
„Wiem”.
Noah uniósł bukiecik. „Mam to”.
„Widzę” – powiedziałam.
„To rozmaryn”.
„Chodź ze mną na górę”.
Zatrzymałam się w połowie drogi.
„Rozmaryn?”
„Kwiaciarnia powiedziała, że to oznacza pamięć”. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. „A ja pamiętam o obietnicach”.
Serce mi zamarło.
Mama cicho zamrugała za mną.
Kiedy się odwróciłam, jej oczy były mokre.
„Mamo?”
„Na górze, Chrissy.”
Tym razem nie zapytała.
„I pamiętam obietnice.”
***
W chwili, gdy weszliśmy do mojego łóżka
pokoju, zamknęła drzwi.
Po czym je zamknęła.
„Dobrze, przerażasz mnie, mamo”.
Stanęła twarzą do mnie.
„Możesz dziś wieczorem iść z Noahem, ale tylko pod jednym warunkiem”.
Zawładnął mną gniew, zanim strach.
„Jeśli chodzi o zespół Downa u Noaha, przysięgam na Boga…”
„Dobrze, przerażasz mnie, mamo”.
„Nie”.
„Bo mam 18 lat, mamo”.
„Wiem”.
„To mój najlepszy przyjaciel”.
„Też to wiem”.
„Więc w czym problem?”
Mama zacisnęła usta.
Przez kilka sekund nie mogła wydusić z siebie słowa.
W końcu usiadła na moim łóżku.
„Pamiętasz rok, w którym odszedł twój ojciec?”
Pytanie mnie zaskoczyło.
„To mój najlepszy przyjaciel”.
„Co tata ma wspólnego z balem maturalnym?”
„Nic.”
„To dlaczego o nim rozmawiamy?”
„Bo coś się wydarzyło w tamtym roku.”
Skrzyżowałam ramiona.
„Co?”
Mama spojrzała w podłogę.
„Miałaś 12 lat.”
„Wiem.”
„Przestałaś jeść obiad.”
Moje ramiona powoli opadły.
„Skąd wiesz?”
„Bo coś się wydarzyło w tamtym roku.”
„Noah mi powiedział.”
Wpatrywałam się w nią.
„Co?”
Uniosła wzrok i spojrzała mi w oczy.
„Znalazł mnie pewnego popołudnia.”
„Gdzie?”
„Na parkingu szkolnym.”
Coś w jej wyrazie twarzy sprawiło, że pokój nagle wydał się mniejszy.
„Złapał mnie płaczącą w samochodzie” – przyznała mama.
Usiadłam obok niej.
„Mamo…”
„Znalazł mnie pewnego popołudnia.”
„Myślałam, że nikt mnie nie widział”. Potarła dłonie. „Ale Noah tak”.
Na dole, ledwo słyszalnie, usłyszałam śmiech Noaha z czegoś, co powiedziała moja ciotka.
Mama też to usłyszała.
Jej twarz zmarszczyła się na pół sekundy, zanim zdołała się opanować.
„Co ci powiedział?” – nalegałam.
„Myślałam, że nikt mnie nie widział”.
Spojrzała na mnie.
„Zapytał mnie, czy jesteś zepsuta”.
Zatrzymałam oddech. „Dlaczego?”
„Bo nie jadłaś, kochanie. Nie śmiałaś się. Mówił, że czasami siedzisz sama”.
Spojrzałam w stronę drzwi.
Zapomniałam o większości tych obiadów.
Najwyraźniej Noah nie.
„Co mu powiedziałaś?”