Słowa nie miały sensu. Nie od razu. Unosiły się w powietrzu między nami, oderwane od rzeczywistości, nie chcąc się zadomowić w czymś, co mogłabym zrozumieć. „Coś w jej organizmie?” powtórzyłam głuchym głosem, jakby należał do kogoś innego. Lekarz skinął głową, jego wyraz twarzy był ostrożny, wyważony w sposób, który od razu podpowiedział mi, że to nie jest proste. „Przeprowadzamy badania, żeby to potwierdzić” – powiedział – „ale wstępne wyniki wskazują na obecność substancji, której tam nie powinno być”. Ścisnęło mnie w żołądku tak mocno, że myślałam, że zemdleję. „Jaka substancja?” – zapytałam. Zawahał się. Tylko przez sekundę. Ale zobaczyłam to. „Środek uspokajający” – powiedział w końcu. „Silny”. Pokój lekko się poruszył. Nie fizycznie, ale na tyle, że musiałam chwycić się krawędzi krzesła obok siebie, żeby nie stracić równowagi. „To niemożliwe” – powiedziałam natychmiast. „Ma trzy miesiące. Nie bierze niczego poza mlekiem modyfikowanym”. Lekarz się nie sprzeciwił. Nie zaprzeczył mi. Po prostu powoli skinął głową, jakby już to słyszał. „Musimy zadać ci kilka pytań” – powiedział. Pytania. Oczywiście. Tak to działa. Kiedy coś nie ma sensu, patrzą na…