Potem otworzyła szafę i znalazła starą czarną sukienkę, którą Alexander zawsze aprobował. Skromną. Elegancką. Cichą. Idealną dla żony która nie powinna odwracać uwagi męża.
Odłożyła ją również na stos rzeczy do oddania.
Czerwona sukienka została.
Marisol by się roześmiała, gdyby wiedziała. Ale Mariana nie miała Marisol. Spędziła tyle lat krążąc wokół życia Alexandra, że większość jej przyjaźni ograniczyła się do świątecznych SMS-ów i zapomnianych lunchów. Ta świadomość bolała niemal tak samo, jak romans.
Więc zrobiła coś małego i przerażającego.
Zadzwoniła do swojej dawnej przyjaciółki ze studiów, Teresy.
Nie rozmawiały ze sobą od lat. Teresa odebrała po czwartym sygnale, zaskoczona, ale ciepła.
„Mariana?”
Mariana stała w kuchni, nagle niezdolna do działania. „Rozwodzę się”.
Zapadła cisza.
Potem Teresa zapytała: „Chcesz, żebym wpadła?”
Mariana płakała.
Nie dlatego, że Teresa zadawała pytania.
Bo nie zadawała.
Zanim Teresa przyszła z zupą i winem, Mariana zapełniła sześć pudełek. Teresa spojrzała na stos darów, a potem na czerwoną sukienkę wiszącą na oparciu krzesła.
„Czy to ta sukienka z filmu?” zapytała.
Mariana skinęła głową.
Teresa uśmiechnęła się. „Dobrze. Zatrzymaj broń”.
Po raz pierwszy od kilku dni Mariana się roześmiała.
Julian zadzwonił później tego wieczoru. Często rozmawiali, głównie o aktualnościach prawnych, dokumentach i dziwnym żalu po rozpadzie małżeństw, które rozpadły się, zanim którekolwiek z nich się do tego przyznało.
„Jak się trzymasz?” zapytał.
Mariana spojrzała na pudełka wokół siebie. „Oddałem kostium żony”.
Julian milczał przez chwilę. Potem powiedział: „Wyrzuciłem album rocznicowy”.
Skrzywiła się. „To brzmi…
„Ainful”.
„Był. Ale połowa randek w nim była kłamstwem”.
Mariana usiadła na podłodze, opierając się plecami o szafkę. „Czy zastanawiałaś się kiedyś, ile w twoim małżeństwie było prawdziwego?”
„Cały czas”.
„Jaką odpowiedź otrzymujesz?”
Julian westchnął. „Że moja miłość była prawdziwa. Jej nie była szczera. To dwie różne rzeczy”.
Mariana zamknęła oczy.
Ta odpowiedź pomogła.
Rozwody szły naprzód niczym burze z papierkową robotą.
Aleksander próbował kilku strategii. Najpierw przeprosiny. Potem gniew. Potem poczucie winy. Potem nostalgia. Wysłał Marianie zdjęcie z ich podróży poślubnej w Charleston z wiadomością: Kiedyś byliśmy szczęśliwi.
Długo się w nie wpatrywała.
Potem odpowiedziała: Miałam nadzieję. To nie to samo.