Po tym przestał wysyłać zdjęcia.
Renata próbowała odzyskać Juliana łzami, a potem oskarżyła go o okrucieństwo, gdy odmówił. Twierdziła, że Aleksander nią manipulował. Potem Aleksander twierdził, że Renata manipulowała nim. Ich romans, niegdyś tajemniczy i ekscytujący, przerodził się w prawną batalię w momencie, gdy nadeszły konsekwencje.
Julian powiedział Marianie przy kawie: „Najwyraźniej ich bratnia dusza nie obejmuje wspólnej odpowiedzialności”.
Mariana o mało się nie udławiła ze śmiechu.
Zaczęli spotykać się w każdy czwartek rano w małej kawiarni nad rzeką, ponieważ oboje mieli w pobliżu umówione spotkania z prawnikiem. Na początku przynosili teczki. Potem mniej teczek. Pewnego ranka Mariana uświadomiła sobie, że spędziła godzinę rozmawiając z Julianem o książkach, dzieciństwie, ulubionych kiepskich filmach i tym, że robił okropne naleśniki, ale pyszną kawę.
To ją przeraziło.
Wycofała się na dwa tygodnie.
Julian zauważył to, ale nie ruszył jej na ratunek.
Kiedy w końcu przyznała, dlaczego, skinął głową.
„Też się boję” – powiedział.
„Nie udawaj przestraszonej”.
„Jestem księgowym. Strach w moich ludziach wygląda jak arkusze kalkulacyjne”.
Zaśmiała się wbrew sobie.
Spoważniał. „Mariana, nie chcę stać się mężczyzną, którego wykorzystujesz, żeby przetrwać z innym mężczyzną. I nie chcę, żebyś ty też nim była dla mnie”.
Ścisnęło ją w gardle. „Więc kim jesteśmy?”
„Dwie osoby wychodzą z płonących domów jednocześnie” – powiedział. „Może nie powinniśmy niczego budować, dopóki nie przestaniemy czuć dymu”.
W tym momencie zaczęła mu ufać.
Nie dlatego, że jej pragnął.
Bo nie próbował jej porwać.
Minęły miesiące. Dochodzenie w firmie dobiegło końca. Alexander zgodził się na ugodę ze swoim byłym pracodawcą, aby uniknąć publicznego procesu, choć szepty krążyły wokół niego. Renata straciła stanowisko, reputację w branży i większość przyjaciół, którzy kiedyś podziwiali jej „pewność siebie”.
Mariana otrzymała odszkodowanie za rozwód po tym, jak Rachel ujawniła ukryte konta. Tymczasowo zatrzymała dom, a potem go sprzedała, bo każdy pokój był zbyt zajęty. Za swój udział kupiła mniejszy dom w Oak Park z werandą, małym ogrodem i bez formalnej jadalni.
„Nigdy więcej nie chcę pokoju zaprojektowanego tak, by imponować ludziom” – powiedziała Teresie.
Teresa wzniosła toast. „Za kuchnie, w których ludzie pomagają”.