Skądś ją znałam.
Przeszukałam pamięć.
Weszła do środka i lekko się odwróciła, żeby zamknąć drzwi.
Kiedy odwróciła się, żeby spojrzeć na dyrektorkę, rozpoznałam ją od razu.
Była pielęgniarką.
Przyniosła mi leki trzy dni po narodzinach Noaha.
Rozpoznałam ją od razu.
Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała: „Masz pięknego chłopca. Nie każda kobieta ma dar posiadania dziecka”.
Wtedy się rozpłakałam.
Spojrzałam na Lucasa, a potem z powrotem na nią.
Czy to była jego matka?
Chłopiec w ogóle do niej nie był podobny.
Czy to była jego matka?
Dyrektor odchrząknął. „Dziękuję wam obojgu za przybycie. A teraz omówmy, dlaczego tu jesteśmy”.
Noah i Lucas natychmiast spuścili wzrok.
Dyrektor Hayes westchnął. „Najwyraźniej nieporozumienie zaczęło się od tego”.
Otworzył szufladę i położył na biurku mosiężny kompas.
Od razu rozpoznałam kompas.
Mark dał go Noahowi.
„Najwyraźniej nieporozumienie zaczęło się od tego”.
Dyrektor Hayes wskazał na kompas. „Obaj chłopcy twierdzą, że to należy do nich”.
„Dał mi go mój tata” – powiedział Noah.
Lucas zmarszczył brwi. „Mój tata dał mi mój”.
Odchrząknąłem. „Przepraszam, ale może być prosty sposób, żeby dowiedzieć się, do kogo należy ten kompas”.
„Tak?” Dyrektor Hayes skinął mi głową.
„Obaj chłopcy twierdzą, że to należy do nich”.
„Noah ma dokładnie taki kompas, ale jego ma wydrapane małe „M” z tyłu. To inicjał jego ojca”.
Dyrektor Hayes odwrócił kompas.
„To nic nie da” – wtrąciła pielęgniarka. „Kompas Lucasa też ma wydrapane „M” z tyłu”.
Dyrektor Hayes uniósł brwi.
Kolejne podobieństwo…
„To inicjał jego ojca”.
Dyrektor Hayes ponownie odchrząknął.
„W takim razie sugeruję, żebyście oboje sprawdzili rzeczy swoich dzieci i sprawdzili, któremu z nich brakuje kompasu. Za waszym pozwoleniem zatrzymamy to do czasu ustalenia prawowitego właściciela”.
Skinąłem głową.
Pielęgniarka również skinęła głową.
„Chłopcy pokłócili się o kompas podczas lunchu” – kontynuował Hayes. „Sytuacja się zaostrzyła. Żadne z dzieci nie odniosło poważnych obrażeń, ale…
Musimy się upewnić, że to się nie powtórzy.”
“Zachowamy to, dopóki nie uda się ustalić prawowitego właściciela.”
Obaj chłopcy skinęli głowami.
Dyrektor złagodniał. “Dobrze. To załatwione.”
***
Ta kobieta, Elena, pośpiesznie opuściła gabinet po zakończeniu spotkania.
Dogoniłem ją na parkingu.
Wpatrywałem się w nią, nie wiedząc, co powiedzieć.
Wtedy westchnęła.
“Susan, miałam nadzieję, że NIGDY się nie spotkamy” – powiedziała cicho. „Naprawdę miałam.”
Dogoniłem ją.
“Skąd znasz moje imię?” – zapytałem.
“Znam twoje imię od siedmiu lat.”
“Zacznij mówić. Natychmiast. Dlaczego Lucas wygląda dokładnie jak Noah?
Wzięła oddech i widziałam, jak zbiera się na odwagę.
Usiadła na ławce twarzą do parkingu.
„Czas, żebyś dowiedziała się, co naprawdę zrobił twój mąż”.
„Dlaczego Lucas wygląda dokładnie jak Noah?”
„Co zrobił Mark?” Lodowaty strach ścisnął mi kręgosłup.
Skinęła głową. „Pracowałam w St. Mary’s siedem lat temu”.
„Wiem. Pamiętam cię.”
“W tym szpitalu wydarzyło się coś, o czym nigdy nie powinnaś wiedzieć.”
Ścisnęło mnie w żołądku. “Co to znaczy?”
“Dwóch chłopców urodziło się w odstępie kilku miesięcy.”