„Martin” – wyszeptała Claire chrapliwym, ale przerażająco pewnym głosem. „To Claire”.
Po drugiej stronie linii, starszy wspólnik najbardziej bezwzględnej kancelarii korporacyjnej na Wschodnim Wybrzeżu natychmiast wstał od biurka. „Pani Sterling. Gratulacje z okazji narodzin dziecka. Wszystko w porządku?”
Claire spojrzała na nią
maleńkie, idealne paluszki syna. Poczuła palący ból w podbrzuszu, fizyczny przejaw mężczyzny, który je porzucił.
„Nie, Martinie” – powiedziała cicho Claire. „Nieprawda”. Wzięła głęboki oddech. „Wprowadźcie podstawowy protokół awaryjny. Zamroźcie wszystko”.
Rozdział 2: Kociołek i helikoptery
W luksusowej jadalni VIP najbardziej ekskluzywnej restauracji w centrum miasta, serwującej kociołki, atmosfera była gęsta od zapachu bogatego, pikantnego bulionu i przytłaczającej arogancji.
Daniel siedział na czele ciężkiego mahoniowego stołu, unosząc delikatną porcelanową filiżankę importowanego, wysokiej jakości sake. „Za nowego dziedzica rodziny” – Daniel wzniósł toast, a jego twarz poczerwieniała od ciepła panującego w pomieszczeniu i upajającego uniesienia, jakie dawało mu poczucie własnej wyższości.
Elaine stuknęła kieliszkiem o jego kieliszek, uśmiechając się dumnie. „Poradziłeś sobie z nią idealnie, Danielu. Bałam się, że pozwolisz jej manipulować sobą za pomocą łez. Trzeba wcześnie wypracować sobie dominację, zwłaszcza z kobietami z… niższych warstw społecznych”.
„Dokładnie” – zaśmiała się Melissa, podnosząc pałeczkami kawałek marmurkowej wołowiny A5 Wagyu. „Widziałeś jej minę, kiedy kazałeś jej jechać autobusem? Bezcenne. Nie mogę uwierzyć, że myślała, że będziesz siedział w szpitalnej sali i jadł galaretkę, podczas gdy my mieliśmy to zarezerwowane”.
Ucztowali jak królowie. Zamówili wieże świeżego homara z Maine, wysokiej jakości kawałki wołowiny i trzy butelki wysoko cenionego francuskiego wina, wystawiając ogromny, astronomiczny rachunek. Śmiali się, wznosili toast za własną błyskotliwość, zupełnie nieświadomi faktu, że mile stąd cyfrowa gilotyna właśnie gwałtownie przecięła szyję ich całego, wykreowanego istnienia.
W szpitalu atmosfera na oddziale położniczym zmieniła się nagle, przerażająco ciężko.
Ciężkie drzwi do pokoju Claire otworzyły się, ale to nie pielęgniarka dyżurna sprawdzała jej parametry życiowe.
Czterech mężczyzn bezszelestnie weszło do pokoju. Byli to potężni, barczyści mężczyźni ubrani w nieskazitelne, skrojone na miarę ciemne garnitury, z subtelnymi, zawiniętymi słuchawkami na uszach. Poruszali się z synchroniczną, zabójczą skutecznością, godną prezydenckiej ochrony tajnych służb. Natychmiast zabezpieczyli teren pokoju, blokując okna i wejście.
Piąty mężczyzna, starszy i dystyngowany, wystąpił naprzód. Był to Dyrektor ds. Bezpieczeństwa Globalnego w Sterling Group.
Nie zwracał się do Claire jak do pacjenta. Zatrzymał się u stóp jej łóżka, położył ręce wzdłuż ciała i skłonił się nisko w pasie.
„Pani Sterling” – powiedział dyrektor ds. bezpieczeństwa niskim, pełnym szacunku pomrukiem. „Twój ojciec składa najszczersze gratulacje z okazji narodzin wnuka. Wysłał główny konwój transportowy. Posiadłość na wybrzeżu została w pełni zabezpieczona. Prywatny zespół neonatologiczny jest już na miejscu i czeka na twoje przybycie”.
Claire powoli skinęła głową. Cichy, wyczerpany księgowy zniknął. Dziedziczka wielomiliardowej firmy private equity jej ojca – kobieta, która zarządzała tajnymi interesami, funduszami powierniczymi za granicą i zabójczymi przejęciami korporacyjnymi Sterling Empire – w końcu zrzuciła kamuflaż.
„Dziękuję, Marcus” – powiedziała gładko Claire. „Pomóż mi wstać”.
Dwie pielęgniarki, najwyraźniej sprawdzone i zatrudnione przez rodzinę Sterling, weszły za ochroną. Delikatnie pomogły Claire usiąść, fachowo zajmując się jej wenflonem i opatrunkami chirurgicznymi. Zdjęły standardową, drapiącą szpitalną koszulę, zastępując ją luksusowym, ciężkim jedwabnym szlafrokiem i kaszmirowym szalem, przyniesionym z jej prywatnej garderoby.
Marcus delikatnie wyjął śpiącego noworodka z plastikowej kołyski i ostrożnie umieścił go w nowoczesnym, specjalnie zabezpieczonym transporterze.
„Czy wszczęto procedury finansowe?” zapytała Claire, wsuwając stopy w miękkie skórzane mokasyny.