Daniel wzruszył ramionami. „Moi rodzice są tutaj. Już zarezerwowaliśmy kolację. Nie oczekujesz chyba, że odwołamy spotkanie tylko dlatego, że jesteś zmęczony?”
Jego siostra Melissa się roześmiała. „Kobiety rodzą codziennie”.
Wpatrywałam się w nich – w ich drogie ubrania, w ich zimne miny, w kluczyki do samochodu w dłoni Daniela… w samochód, za który zapłaciłam.
Moje dziecko zakwiliło, a ja przytuliłam je mocniej.
„Danielu” – powiedziałam cicho – „naprawdę zostawiasz mnie tu samą?”
Pochylił się bliżej, jego głos był niski. „Nie patrz tak na mnie. Powinnaś być wdzięczna, że moja rodzina cię zaakceptowała po tym wszystkim”.
Wszystko.
To oznaczało mój skromny styl życia. Moje milczenie na temat tego, kim naprawdę jestem. Pozwalanie mu wierzyć, że jestem tylko zwykłą księgową, która nie ma nic do zaoferowania.
Elaine zajrzała do torby z pieluchami i uśmiechnęła się krzywo. „Tanie rzeczy. Wymienimy je – jeśli dziecko będzie wyglądać jak Daniel”.
Coś we mnie drgnęło.