Pielęgniarka położyła mi noworodka na rękach… a pierwszą rzeczą, jaką zrobił mój mąż, było spojrzenie na telefon.
Potem Daniel spojrzał prosto na mnie i powiedział: „Jutro autobusem do domu. Zabieram rodzinę na gulasz”.
Na chwilę w pokoju zapadła całkowita cisza – słychać było tylko cichy, nierówny oddech dziecka przy mojej piersi.
Myślałam, że się przesłyszałam.
„Co?” – mój głos był słaby.
Jego matka, Elaine, poprawiła bransoletkę i westchnęła, jakby to ja byłam problemem. „Claire, nie rób sceny. Wypiszą cię rano. Przystanek autobusowy jest tuż obok”.
„Rodziłam sześć godzin temu” – wyszeptałam.