„Nie” – powiedziałam. „Wyślij ich po cichu. I proszę skontaktuj się z detektywem Alvarezem z wydziału przestępstw finansowych. Powiedz mu, że Mara Ellison ma dokumentację z Ellison Custom Holdings”.
Linia ucichła.
„Znasz detektywa Alvareza?”
„Kiedyś kontrolowałem sprawy oszustw miejskich dla jego jednostki”.
Po chwili dyspozytor odpowiedział z nowym szacunkiem.
„Rozumiem”.
Uśmiechnęłam się w ciemność. Vivian chciała głównej sypialni. Daniel chciał domu. Ale ja miałam książki, nagrania i jedną rzecz, której żadne z nich nigdy nie szanowało: działający mózg. Zanim zawyły syreny, byłam gotowa.
Część 3
Policjanci nie wyważyli drzwi wejściowych. Zadzwonili dzwonkiem i jakoś to poprawiło sytuację. Usłyszałam stukot obcasów Vivian po moim piętrze, powolny i zirytowany. Opera ścichła, zamek się otworzył, a ona użyła swojego słodkiego, kościelnego głosu.
„W czym mogę pomóc?”
„Proszę pani, otrzymaliśmy zgłoszenie o rannej osobie przetrzymywanej wbrew jej woli”.
Zapadła idealna cisza. Potem Vivian roześmiała się i powiedziała, że to śmieszne, bo jej synowa odpoczywa. Kiedy funkcjonariusze zapytali, gdzie jest, odpowiedziała płynnie, że jestem w pokoju gościnnym. Niemal podziwiałem, jak szybko skłamała. Inny głos, męski i spokojny, powiedział jej, że nie będzie miała nic przeciwko temu, żeby je pokazać. Usłyszałem kroki, otworzyły się drzwi i zapadła cisza. Potem głos Daniela się załamał.
„Oficerowie, doszło do nieporozumienia”.
Pięć sekund później stalowe drzwi się otworzyły. Do garażu wpadło światło. Daniel stał tam, blady jak papier, a za nim Vivian, z założonymi rękami i twarzą zaciętą w kalkulacji. Potem zobaczyła mnie siedzącą prosto przy stole warsztatowym, w podartej szpitalnej koszuli, z pendrivem zawieszonym na łańcuszku na szyi. Nie byłem nieprzytomny. Nie błagałem.
„Ty mały…”
„Uważaj” – powiedziałem. Mój głos był ochrypły, ale wyraźny. „Wszystko, co mówisz, staje się dowodem”.
Detektyw Alvarez ominął Daniela. Wyglądał na starszego, niż go zapamiętałem, z siniakami na skroniach i tymi samymi nieprzeniknionymi oczami. Obejrzał moją nogę, siniaki na szyi i pył z betonu na dłoniach.
„Mara” – powiedział cicho.
„Detektywie”.
Vivian warknęła:
„Dlaczego tu są przestępstwa finansowe?”
Alvarez odwrócił się do niej.
„Ciekawe pierwsze pytanie”.
Daniel próbował podejść do mnie, prosząc, żebym powiedziała im, że wszystko po prostu wymknęło się spod kontroli. Spojrzałam na niego i dostrzegłam każde kłamstwo pod twarzą, która kiedyś dawała mi poczucie bezpieczeństwa.
„Zacisnąłeś mi ręce na gardle” – powiedziałam. „Twoja matka ukradła mi telefon. Zamknęłaś mnie tu bez leków. Planowałeś zmusić mnie do podpisania umowy o dom, kiedy cierpiałam”.
Vivian wskazała na mnie.
„Jest niestabilna. Spójrz na nią”.