„Nie wiedziałam”.
Zaśmiała się bez humoru.
„Oczywiście. Tacy jak ty nigdy nic nie wiedzą. Po prostu podpisz”.
Rozległo się trzy pukanie do drzwi.
Valentina obudziła się i zaczęła płakać.
Na monitorze pojawił się Rodrigo Salvatierra, ubrany w ciemny garnitur, z idealnym uśmiechem, a za nim dwóch policjantów.
Rodrigo spojrzał prosto w kamerę.
„Lucía” – powiedział z korytarza. „Wiem, że tam jesteś”.
Alejandro otworzył drzwi, zamknięte jedynie na łańcuch.
„To teren prywatny”.
Rodrigo uśmiechnął się.
„A to moje dzieci”.
Jeden z policjantów uniósł jakieś papiery.
„Mamy nakaz”.
„Proszę go wsunąć pod spód”.
Rodrigo pochylił się w stronę szczeliny.
„Panie Rivera, proszę nie wtrącać się w prywatne sprawy”.
Milia. Ta kobieta kłamie. I wiele możesz stracić, chroniąc pokojówkę.
Alejandro wytrzymał jej spojrzenie.
„I wiele możesz stracić, zapominając, że na korytarzach są kamery z dźwiękiem”.
Uśmiech Rodrigiego zniknął na pół sekundy.
Dość.
Alejandro zamknął drzwi.
Kiedy wrócił do pokoju, Lucía tuliła dwójkę dzieci. Tomás płakał jej w szyję. Valentina wpatrywała się w drzwi, jakby potwór z jej wszystkich opowieści był za nimi.
Wtedy dziewczynka wyszeptała:
„Mamo, on idzie po słonia”.
Lucia zamarła.
Alejandro spojrzał na pluszowego zwierzaka w rękach Tomása.
I po raz pierwszy zrozumiał, że te dzieci nie schowały się w jego apartamencie przypadkiem.
Coś gorszego właśnie wkroczyło do hotelu.
CZĘŚĆ 2
Słoń Tomása miał dziurę na grzbiecie.
Alejandro zauważył to, gdy chłopiec, zmęczony płaczem, zasnął z powrotem na sofie. Lucía próbowała delikatnie odebrać mu pluszaka, ale Tomás trzymał go mocno nawet przez sen.
„Nie” – mruknął. „Nie Beto”.
„Beto?” – zapytał Alejandro.
Valentina, wciąż rozbudzona, odpowiedziała poważnie:
„Beto skrywa tajemnice”.
Lucía zamknęła oczy.
„Valentina, nie”.
Alejandro zniżył głos.
„Jaką tajemnicę?”
Dziewczynka wskazała na pluszaka.
„Tata włożył do niego coś czarnego. Powiedział, że jeśli mama będzie mówić, nikt nas już nie znajdzie”.
Lucía zakryła usta.
Alejandro poczekał, aż Tomás rozluźni uścisk. Następnie ostrożnie rozwiązał szew długopisem z biurka.
W środku znajdował się pendrive.
W apartamencie zapadła cisza.
Na zewnątrz Meksyk lśnił, jakby nic nie mogło się zepsuć na jego ulicach. Wewnątrz matka, dwójka dzieci i biznesmen zaczęli odczuwać ten sam strach.
Alejandro podłączył pendrive do tabletu.
Pojawiły się foldery.
Umowy.
Nagrania audio.
Przelewy.
Zdjęcia pustych budynków.
Listy rodzin z okrutnymi adnotacjami: „samotna matka”, „osoba starsza”, „bez prawnika”, „łatwo poddająca się presji”.
Na jednym folderze widniało logo Grupo Horizonte Reforma.
Lucía mówiła niemal szeptem.
„Moja sąsiadka pracowała w kancelarii notarialnej. Pomagała mi kopiować dokumenty. Zniknęła trzy dni temu. Rodrigo myślał, że mam wszystko. Ale zanim wyszedł… schował pendrive w pluszowym zwierzątku Tomása”.
Alejandro otworzył nagranie audio.
Głos Rodriga wypełnił apartament.
„Nie rozumiesz, Lucío. Ten dom ci przeszkadza. Jeśli podpiszesz, pozwolę ci zobaczyć dzieci. Jeśli nie podpiszesz, udowodnię, że jesteś niebezpieczną matką. Nikt nie uwierzy pokojówce przeciwko mnie”.
Potem inny głos, męski, elegancki:
„Nie zrób jej krzywdy, zanim podpisze. Musimy oczyścić zaufanie”.
Alejandro spiął się.
Znał ten głos.
To był Ignacio Ledesma, jego partner w Horizonte Reforma. Mężczyzna o wyrafinowanym uśmiechu, darowiznach publicznych i niewidzialnych rękach.
Lucia spojrzała na niego.
„Czy on też z tobą pracuje?”
Alejandro nie odpowiedział.
Nie było potrzeby.
Jego komórka zawibrowała.
Nieznany numer.
Odebrał.
Rodrigo mówił spokojnie.
„Panie Rivera, myślę, że jedno z moich dzieci ma coś, co do niego nie należy”.
Alejandro spojrzał na kartę pamięci.
„Skończył”.
Rodrigo zaśmiał się cicho.
„Nie. Dopiero zaczynasz. Sprawdź wiadomości”.
Połączenie zostało zakończone.
Na tablecie pojawił się alert.
Najnowsze wiadomości: Biznesmen Alejandro Rivera oskarżony o przetrzymywanie nieletnich w luksusowym hotelu.
Lucia chwyciła się za pierś.
„On to zrobił”.
„Nie przyszedł po dzieci” – powiedział Alejandro. „Przyszedł po wspomnienie”.
Zadzwonił domofon.
To była ochrona.
„Proszę pana, na zewnątrz jest prasa. Pan Ledesma właśnie przyjechał z prawnikami. Mówią, że ma pan załamanie nerwowe i że przetrzymuje pan zakładnika”.
Alejandro spojrzał na Lucíę.