Uwierzył w swoją własną obietnicę.
Przez dwa miesiące rozmawiali codziennie.
Aż pewnego ranka, spiesząc się na pociąg do Toronto, Mateo zgubił telefon komórkowy. Szukał jej na dworcu, na uniwersytecie, w biurze rzeczy znalezionych. Nic. W tym telefonie miał numer Lucii, jej wiadomości, jej nowy adres, wszystko. Jego poczta została zablokowana kilka dni później z powodu podejrzanego dostępu. Próbował pisać do znajomych, ale w komórce było zapisanych zbyt wiele numerów. Wysyłał listy na adres, który pamiętał.
Nigdy nie otrzymał odpowiedzi.
Zatrudnił ludzi, żeby jej szukali, kiedy zaczął zarabiać. Nikt jej nie znalazł. To było tak, jakby Lucía Mendoza została pochłonięta przez miasto.
Życie Mateo toczyło się dalej, ale nigdy nie wydawało się kompletne. W Kanadzie wszyscy gratulowali mu osiągnięć; uśmiechał się, podpisywał umowy i wracał do coraz większych mieszkań, gdzie nie czekał na niego ani jeden głos. Za każdym razem, gdy widział kobietę o włosach podobnych do włosów Lucii, wpatrywał się w nią zbyt długo. Jego współpracownicy mówili, że to obsesja.
Wiedział, że to jego wina.
„Panie Arriaga”.
Lekarz pojawił się w białym fartuchu, z poważnym wyrazem twarzy.
Mateo podszedł.
„Jak się czuje?”
„Jest stabilna. Omdlenie było spowodowane wyczerpaniem, anemią i bólem. Ale znaleźliśmy coś jeszcze”.
Mateo poczuł dreszcz.
„Proszę mi powiedzieć”.
„Ma uraz wewnętrzny, który nie został opatrzony na czas. Wkrótce będzie musiała przejść operację. Wiedziała o tym już na podstawie tego, co widzieliśmy w poprzednich badaniach, ale nie było jej na nią stać”.
Mateo zamknął oczy.
Lucia sprzątała pokoje, gdy była chora.
Kobieta, która sfinansowała jej wyjazd z kraju, oszczędzała, żeby się uratować.
„Zrób, co trzeba”, powiedział. „Zapłacę”.
„Potrzebujemy jej zgody, kiedy się obudzi”.
„Więc pozwól mi ją zobaczyć”.
Lucía była przytomna, gdy Mateo wszedł. Osłabiona, z kroplówką w ręku, a w jej oczach malowała się mieszanina szoku, wstydu i wściekłości.
„Nie powinieneś mnie tu przyprowadzać” – mruknęła.
„Zemdlałeś mi w ramionach”.
„Leczyłbym się w szpitalu publicznym”.
„Potrzebujesz operacji”.
Odwróciła wzrok.
„Wiem”.
Mateo usiadł obok łóżka.
„Dlaczego mnie nie szukałeś?”
Lucía zaśmiała się zmęczonym śmiechem, który bolał bardziej niż krzyk.
„Ja, szukać cię? Mateo, to ty zniknąłeś”.
„Zgubiłam komórkę. Zgubiłam twoje kontakty. Pisałam do ciebie listy”.
„Żaden z nich nigdy nie dotarł”.
„Wysłałam znajomego, żeby cię szukał”.
„Już tam nie mieszkałam”.
Cisza między nimi wydawała się trwać latami.
„Co ci się stało?” – zapytał.
Lucía zamknęła oczy.
„Nie dzisiaj”.
„Lucía…”
„Nie dzisiaj, Mateo. Jeśli jeszcze trochę szacunku między nami zostało, nie proś mnie, żebym tłumaczył się z mojego cierpienia, leżąc w łóżku”.
Spuścił głowę.
„Dobrze”.
Zapłacił za operację. Początkowo odmówiła, ale lekarz jasno wyraził się: czekanie jest niebezpieczne. Operacja przebiegła pomyślnie. Przez cztery dni Mateo śledził wyniki badań, leki i jedzenie. Nie wszedł do niej bez jej pozwolenia. Nie dotykał jej, chyba że na to pozwoliła. Po prostu trzymał się blisko, jakby bał się, że odwrócenie wzroku sprawi, że znów zniknie.
Po wypisaniu ze szpitala Lucía spodziewała się wrócić do wynajętego pokoju niedaleko hotelu.
Mateo zabrał ją do domu w Puerta de Hierro.
Stała nieruchomo przed automatyczną bramą, patrząc na ogromną fasadę, okna i idealny ogród.
„Mówiłeś, że to mały dom”.
„W porównaniu z domami moich partnerów, tak”.
„Nie żartuj”.
Weszli do środka. Pokój wyglądał jak z magazynu. Lucía patrzyła na meble, jakby nie chciała niczego dotykać, żeby nie zostawić śladu.
„Ten pokój jest twój” – powiedział Mateo, otwierając jasne drzwi sypialni. „Możesz tu odpocząć, dopóki nie wrócisz do zdrowia”.
Spojrzała na niego podejrzliwie.
„Nie jestem obowiązkiem, który możesz zainstalować w swoim domu, żeby poczuć się lepiej”.
„Nie jesteś obowiązkiem”.
„To powiedz mi prawdę”.
„O czym?”
Lucía przytuliła szpitalną koszulę do piersi.
„O tym, jak mężczyzna, który zniknął bez śladu, wrócił jako milioner i zastał mnie sprzątającą jego pokój, jakby Bóg chciał nas oboje wyśmiać”.
Mateo wziął głęboki oddech.
„Powiem ci wszystko”.
Wytrzymała jego spojrzenie.
„A potem mnie posłuchasz”.
Skinął głową.
Bo żadne z nich nie wiedziało, że prawdziwym powodem ich rozstania nie był zgubiony telefon.
Był ktoś, kto nigdy nie chciał, żeby Mateo po nią wrócił.
Nie mogła uwierzyć w to, co miała odkryć…
CZĘŚĆ 2
Mateo jako pierwszy opowiedział swoją wersję wydarzeń.
Opowiedział o telefonie komórkowym, który zgubił w Toronto, zablokowanych e-mailach, listach bez odpowiedzi, miesiącach spędzonych na nauce w ciągu dnia i zmywaniu naczyń w nocy. Opowiedział o aplikacji, którą stworzył z dwoma kolegami do śledzenia tras przewozów, o tym, jak zaczęły z niej korzystać małe firmy, o tym, jak inwestorzy trafili do niego, gdy jeszcze spał na materacu dmuchanym.
„Sprzedaliśmy firmę osiem miesięcy temu” – powiedział. „Wróciłem do Meksyku z pieniędzmi, tak, ale przyjechałem, żeby cię znaleźć”.
Lucia słuchała w milczeniu, siedząc na skraju łóżka, wciąż osłabiona po operacji.
„Czekałam dwa miesiące” – odpowiedziała w końcu. „Potem twój numer zniknął. Poszłam do twojego starego pokoju, ale właściciel powiedział, że nikt nic nie wie. Potem straciłam pracę. Przychodnia została zamknięta. Wykorzystałam to, co mi zostało, żeby przenieść się do tańszego pokoju”.
Mateo zacisnął dłonie.
„Wysłałam Daniela, żeby cię poszukał”.
To imię uderzyło go jak grom z jasnego nieba.
Lucia podniosła wzrok.
„Daniel?”