Śmiech Priscille ucichł.
„Dla rodziny? Wykorzystałeś mnie, żeby okraść kobietę, która sprzątała pokoje przez dziesięć lat? Kazałeś mi nosić łańcuch staruszki, którą traktowałem jak służącą?”
Hervé uniósł rękę, żeby ją uderzyć.
Damen stanął przed nią.
Cios trafił ją w usta.
Mój brat upadł na stół z butelkami.
Krew sączyła mu się z wargi.
Nie czułem radości.
Tylko ogromne wyczerpanie.
W tym momencie na dziedziniec wjechał radiowóz.
Za nim, przy bramie, zatrzymał się samochód Maître Carona.
Notariusz wysiadł, ściskając mocno teczkę.
Towarzyszyło mu dwóch sąsiadów: Madame Arnaud, która prowadziła wiejski sklep spożywczy, i Monsieur Fabre, były winiarz, który znał każdy kamień na drodze od czterdziestu lat.
Monsieur Fabre zobaczył mnie i mruknął:
„Dobry Boże… tym razem prawda wyszła na jaw”.
Policja nie potrzebowała wielu wyjaśnień.
Hervé próbował mówić do nich jak człowiek przyzwyczajony do tego, że go słuchają.
Ale Maître Caron otworzył teczkę.
„Mamy nagraną rozmowę telefoniczną, dokumenty, które prawdopodobnie są sfałszowane, świadków gróźb i podejrzaną próbę sprzedaży. Przedstawione podpisy nie zgadzają się ani z oryginalnym podpisem Mademoiselle Lucie Morel, ani z dokumentami przechowywanymi w kancelarii notarialnej”. Nieruchomość nadal jest na jej nazwisko.
Hervé wskazał na mnie.