Przyniosłam Ethanowi czekoladki, złotą bransoletkę i wielkie pudło zabawek. Wyobrażałam go sobie biegnącego po marmurowych podłogach, śmiejącego się. Wyobrażałam sobie Mayę uśmiechniętą, bezpieczną, otoczoną opieką.
Dom stał tuż za miastem — duży, lśniący, idealny.
Ale w chwili, gdy podjechałem, poczułem, że coś jest nie tak.
Z wnętrza rozbrzmiewała muzyka.
Światła płonęły jasno.
Śmiech wydobywał się przez okna.
Impreza.
Moja mama i siostra Claire znów urządzały przyjęcia — bogaci goście, drogie wino, sztuczne uśmiechy.
W moim domu.
Poszedłem na tyły.
Na podwórku było ciemno. W powietrzu unosił się zapach starego tłuszczu i zepsutego jedzenia.
Wtedy to usłyszałem.
Głos dziecka.
„Mamo… jestem głodny.”