Usiadłam obok niego na chemii trzy dni później, bo nikt inny by tego nie zrobił.
Na początku myślę, że Elliot oczekiwał ode mnie litości. Zamiast tego kłóciliśmy się o filmy przez godzinę.
Większość ludzi się śmiała, bo wszyscy inni tak robili.
Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Potem, jakoś, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, stał się osobą, z którą chciałam rozmawiać każdego ranka.
Słuchał, kiedy stresowałam się egzaminami.
Przynosił mi zupę do domu, kiedy byłam chora.
A kiedy się śmiał, naprawdę się śmiał, to i ja się śmiałam.
W końcu się w nim zakochałam i zaczęliśmy się spotykać.
Niestety, wszyscy w szkole uznali, że to też ze mnie kpina.
Zakochałam się w nim.
„Dlaczego z nim chodzisz?”
„Wiesz, że mogłabyś znaleźć normalnego chłopaka, prawda?”
„Chyba lubi czuć się wysoka”.
Na początku komentarze bolały.
Potem stały się szumem w tle.
A przynajmniej udawałam, że tak jest.
„Dlaczego z nim randkujesz?”
Elliot zazwyczaj radził sobie z tym lepiej niż ja. Miał lata doświadczenia w udawaniu, że okrutni ludzie się nie liczą.
Ale co jakiś czas, gdy ktoś myślał, że go nie słyszy, dostrzegałam w jego twarzy ten mały błysk.
Jakby miał dość udowadniania, że zasługuje na podstawowy szacunek.
Dlatego bal maturalny był dla mnie tak ważny.
Chciałam dla niego jednej idealnej nocy.
Chyba tylko jednej.
Dlatego bal maturalny był dla mnie tak ważny.
Moja mama przez tygodnie pomagała mi wybrać sukienkę. Elliot pojawił się u mnie w granatowym garniturze z maleńką niebieską różą przypiętą do marynarki.
Mój ojciec uścisnął dłoń w drzwiach i powiedział: „Wyglądasz dziś świetnie, synu”.
Elliot uśmiechnął się tak szeroko, że cała jego twarz się rozjaśniła.
„Jesteś gotowy?” zapytał mnie nerwowo.
Nigdy nie widziałam go przystojniejszego.
„Jestem gotowy”.
Teraz, stojąc w sali gimnastycznej, podczas gdy ludzie znów się z nas śmiali, nagle zachciało mi się płakać.
Mama przez tygodnie pomagała mi wybrać sukienkę.
Dekoracje lśniły w blasku światełek. Pary tańczyły razem. Nauczyciele stali pod ścianami, udając, że nie widzą, co mówią uczniowie.
Wtedy inna dziewczyna zawołała głośno z drugiego końca parkietu.
„Uważaj, żeby go nie zgubić w tłumie!”
Więcej śmiechu.