Po prostu ten cichy, zgarbiony płacz, kiedy ciało nie potrafi już odróżnić ulgi od żalu. Czysta woda spływała mi po stopach. Jedną ręką przycisnęłam kafelkową ścianę i pozwoliłam, by szloch zalał mnie niczym burza. Za Adriena. Za kobietę, którą byłam, kiedy za niego wyszłam. Za miesiące spędzone na znoszeniu upokorzeń, bo ciąża sprawiła, że wszystko stało się bardziej strategiczne. Za to dziecko, które zasługiwało na mniej okrutny początek. Za to, że nawet sprawiedliwość, kiedy jest konieczna, zawsze ma swoją cenę dla tego, kto ją wymierza.
Kiedy było po wszystkim, wyprostowałam się.
W lustrze zobaczyłam twarz, którą rozpoznałam, choć nie do końca ją poznałam. Włosy zaczesane do tyłu, oczy czerwone, ale czyste, brzuch zaokrąglony pod szlafrokiem, skóra blada od zimna, ale już zregenerowana z dalekiej odległości. Nie złamana. Zdecydowanie nie. Właśnie skończyłam z myślą, że zmniejszanie się może być formą ochrony.
Spałam cztery godziny.
O 6:15 następnego ranka Arthur pojawił się osobiście.
Zastał mnie w kuchni domu w Grenelle, jedzącą tosty, bo pielęgniarka nalegała, a nawet miliarderzy-założyciele firm miewają mdłości, gdy są w ciąży i wpadają we wściekłość. Położył skórzaną koszulę na stole, zdjął płaszcz i spojrzał na mnie wzrokiem, który był czymś pomiędzy profesjonalnym zaniepokojeniem a zmęczonym podziwem.
„Wyglądasz groźnie” – powiedział.
„Postanowiłem to potraktować jako komplement”.
„Tak jest”.
Otworzyłem teczkę.
W środku: streszczenia.
Diane Delorme już podyktowała prawnikowi rodziny projekt przeprosin. Zły, defensywny, odrażający, ale to był początek. Prawnik Adriena poprosił o pilne spotkanie o czwartej rano. Wygląda na to, że Mathilde schroniła się u siostry w Genewie po trzykrotnym odrzuceniu jej wniosku o pozwolenie na pobyt i dyskretnym ujawnieniu zdjęć, na których wychodzi z domu w szpilkach z poprzedniego sezonu. Henri spędził pół nocy na rozmowie telefonicznej z pożyczkodawcami, dwoma wybranymi urzędnikami, byłym sędzią pokoju i biskupem. Bezskutecznie.
Długo czytałem w milczeniu.
W końcu natrafiłem na stronę zatytułowaną:
Nota o dyskrecji założycielskiej – Opcje fazy trzeciej
Arthur mnie obserwował.
„Nie musimy brnąć dalej”.
Podniosłem wzrok.
„Wydajesz się zaskoczony”.
„Mam doświadczenie” – odpowiedział. Nie ślepy.
Były trzy opcje.