Całkowite ujawnienie. Publikacja podziału zysków. Raport etyczny. Kaskada zwolnień członków zarządu. Całkowite pozbawienie przywilejów. Wroga restrukturyzacja, która pozostawiłaby Delorme’ów z ledwie tym, co prawo z trudem by im odebrało.
Częściowy rozpad. Zachowana ciągłość działalności. Zniszczone przywileje rodzinne.
Warunkowe zawieszenie. Pełne przestrzeganie warunków, milczenie publiczne, dyskretne przekazanie trwałej kontroli pod nadzorem.
Wiedziałem, co wybrałaby stara wersja mnie. Ten, który czasami wciąż mylił litość z zasłużoną prywatnością. Wiedziałem też, czego wymagała czysta wściekłość. Ognia. Soli. Zniszczenia do szpiku kości.
Ale nie rządziła mną już tylko miłość.
Ani tylko gniew.
„Częściowe rozstanie” – powiedziałem.
Artur skinął głową. Domyślił się.
„Firma przetrwa”. Płace przetrwają. Podwykonawcy przetrwają. Projekty robót publicznych przetrwają. Henri traci prywatne zlecenia i wszelką dyskrecjonalną kontrolę. Diane traci władzę nad personelem, budżetami osobistymi i dostęp do zarządzania majątkiem. Adrien rezygnuje ze wszystkich stanowisk kierowniczych ze skutkiem natychmiastowym.
Artur robił notatki.
„Żadnego eleganckiego odejścia. Żadnego honorowego przejścia. Odchodzi jako obciążenie”.
Długopis ciągnął dalej.
„Mathilde nie dostaje nic”.
Tym razem Arthur uśmiechnął się szczerze.
„Dobrze”.
„Ja…”
Zamknęłam teczkę.
„A pisemne sprostowania rozwodu muszą zostać wysłane przed południem”.
„Będą tego nienawidzić”.
Wytrzymałam jego spojrzenie.
„I tak mnie nienawidzili bez powodu”.
W tym momencie uśmiechnął się otwarcie.
W południe Paryż wciąż nic nie wiedział.
To była brutalna elegancja struktury, którą zbudowałam wokół Halcyon. Publiczne upokorzenie jest wulgarne i nieskuteczne. Cicha kontrola jest czystsza. Rodzina Delorme obudziła się i odkryła, że każdy przyczółek został przeniesiony, ale bez nagłówków, bez hałaśliwego skandalu, bez medialnego szaleństwa. Tylko telefony, które przestały odbierać, zawieszone konta, kierowcy, którzy przestali się pojawiać, przeniesieni asystenci i notatki prawne, które spadały jak grad.
O 12:43 Adrien poprosił o spotkanie ze mną sam na sam.