„Pieprz się, Żenia!” Galya wrzuciła mokrą szmatkę do zlewu, rozchlapując ją na kafelkach. „Mam dość twojego zachowania! Wynoś się z mojego mieszkania! Zrobiłeś to wszystko, a teraz siedź tu, szczęśliwy!”
Coś spadło na korytarz. Może wazon z parapetu, a może po prostu kolejny worek z ziemniakami. Galya się nie odwróciła – wiedziała, że to Raisa Iwanowna spieszy się, żeby schować się w swoim pokoju, udając, że nic nie słyszała.
„Galka, co się stało?” Żenia zamarł w progu kuchni z puszką mleka skondensowanego w dłoni. Sweter luźno na nim wisiał, a twarz miał pomarszczoną, jakby długo spał. „Co się dzieje?”
„Co się dzieje?!” Głos Gali załamał się na cały głos. Odwróciła się, a Żenia dostrzegł w jej oczach coś, co sprawiło, że chciał się cofnąć. „Nadal pytasz?”
Za ścianą zaczęła grać muzyka – sąsiadka Zina podgłośniła radio. Najwyraźniej postanowiła nie słuchać rodzinnych kłótni. Albo przeciwnie, słuchać, ale tak, żeby nie było to słyszalne.
„Słuchaj, jeśli mówimy o Igorze…” zaczął Żenia, ale Galya mu przerwała.
„Nie o Igorze! Chociaż o nim też!” Odwróciła się gwałtownie i zaczęła gorączkowo zmywać naczynia. „O was wszystkich naraz! Twoja mama mieszka z nami już dwa miesiące, twój brat przyjeżdża z dziećmi w każdy weekend i je z lodówki, a wczoraj twoja siostra pojawiła się ze swoimi problemami!”
Żenia postawił słoik na stole i potarł czoło. Tak, rzeczywiście… Kiedy to wszystko się zaczęło? Pewnie w dniu, w którym mama została wypisana ze szpitala. Kazali jej wrócić do domu i dokończyć rekonwalescencję. Ale w jej mieszkaniu trwał remont, woda była zakręcona. Co więc mogła zrobić?
„Mama jest z nami tymczasowo…” – próbował wyjaśnić.
„Tymczasowe?” Galya odwróciła się, trzymając patelnię. Dużą, żeliwną. „Dwa miesiące – to tymczasowe? A jak będziesz nazywać Igora i jego potomstwo w każdy weekend?”
— Dzieci… Siostrzeńcy…
— A kim ja jestem? Wolnym sługą?
W korytarzu rozległy się kroki – Raisa Iwanowna najwyraźniej nie mogła już tego znieść i postanowiła interweniować. Galya wyczuła to, zanim jeszcze zobaczyła.
„Nawet nie myśl o przyjściu tutaj!” krzyknęła w stronę korytarza. „Słyszałam już wystarczająco dużo twoich rad!”
„Gałoczka, moja droga…” Raisa Iwanowna pojawiła się w drzwiach, ubrana w spraną szatę i znoszone kapcie. „Czemu tak krzyczysz? Sąsiedzi cię słyszą…”
„Niech usłyszą!” – Galya z hukiem rzuciła patelnią o piec. „Niech wiedzą, że w mieszkaniu na drugim piętrze mieszka jakiś idiota, który wszystkich karmi, pierze, sprząta, a potem zrzuca winę na wszystkich!”
„Nikt nie mówi, że to twoja wina…” Raisa Iwanowna weszła do kuchni.
— Nie mówi? A kto powiedział wczoraj, że źle ugotowałem mięso? A kto powiedział w zeszłym tygodniu, że w domu panuje bałagan? I kto…
„Mamo, idź do swojego pokoju” – poprosiła cicho Żenia. „Sami sobie z tym poradzimy”.
„Tak, damy radę!” Galya zaśmiała się dziwnie, łobuzersko. „Jak zawsze! Ty gadasz, a ja zostanę sama ze wszystkimi problemami!”
Za ścianą muzyka stawała się jeszcze głośniejsza. Zinie wyraźnie podobał się występ.
„Wiecie co?” Galya wytarła ręce o fartuch i go rozwiązała. „Wiecie co, moi drodzy krewni? Jestem zmęczona! Rozumiecie? Zmęczona byciem wygodnym! Zmęczona milczeniem! Zmęczona…”
A potem zadzwonił telefon. Ostro, natarczywie. Żenia sięgnął po niego, ale Galya go uprzedziła.
“Tak!” warknęła do telefonu.
„Galka, tu Igor” – powiedział znajomy głos. „Słuchaj, chłopaki i ja wpadamy dzisiaj. Masza ma urodziny i chce świętować z tobą…”