„Zmusiłeś ją do podpisania dokumentów, kiedy nosiła twoje dzieci, a potem zablokowałeś jej konta, dostęp do mieszkania i możliwość dochodzenia roszczeń. To nie małżeństwo. To grabież”.
Zapadła nagła cisza.
Nawet prawnicy Alexandre’a wyglądali, jakby chcieli rozpłynąć się w powietrzu.
Gabriel zrobił krok naprzód, trzymając ręce w kieszeniach płaszcza.
„Możesz być biologicznym ojcem, Beaumont. Ale biologia to nie akt własności. Od teraz każdy twój krok w kierunku niej lub tych dzieci będzie podlegał konsultacji prawnej”.
Gestem wskazał na Lucie.
Położyła grubą kopertę na stole na kółkach.
„Zawiadomienia zapobiegawcze” – powiedziała. „Nadużycia ekonomiczne, wymuszona zgoda, nadzwyczajne środki ochrony matek, wniosek o zamrożenie aktywów, wszczęcie kontroli aktywów ukrytych i manipulowanie dokumentacją medyczną”.
Alexandre zamrugał.
„Co?”
Lucie utrzymała ten sam ton.
„Czytaj wolniej. Wszystko tam jest”.
Valérie powinna czuć triumf.
Zamiast tego czuła się kompletnie wyczerpana.
Alexandre wszedł jak mężczyzna, który przychodzi po mebel.
Gabriel właśnie ujawnił mu, kim naprawdę był: mężczyzną, który przybył za późno.
Alexandre w końcu zwrócił na nią wzrok i przez sekundę dostrzegła wyrachowanie kryjące się za paniką.
Nie był tam z miłości.
Nie z powodu ojcowskiego objawienia.