Kilka dni później do wsi dyskretnie przybył ranny były żołnierz z zabłoconym listem zaadresowanym do Gabriela.
Wyjaśnił, że pewien mężczyzna powierzył mu ten list przed atakiem.
Ten mężczyzna nazywał się Gabriel Altamirano.
I żył, kiedy pisano list.
Inês drżącymi rękami otworzyła kartkę.
Wiadomość była krótka.
Gabriel wyjaśnił, że odkrył operację przemytu zaopatrzenia wojskowego, prowadzoną przez kilku skorumpowanych oficerów.
Teraz bał się o swoje życie.
A przede wszystkim poprosił Inês, aby nikomu w wiosce nie ufała.
Nawet jej własnej rodziny.
Krew w żyłach Inês natychmiast zmroziła krew.
Bo w tym momencie kilka rzeczy nagle zaczęło się układać w jej głowie.
Częste wizyty Eulálii.
Przeszukane dokumenty.
Plotki o śmierci, które rozeszły się zbyt szybko.
A przede wszystkim pewien niepokojący szczegół.
Kilka listów wysłanych przez Gabriela mogło nigdy do nich nie dotrzeć.
Następnego dnia Inês dyskretnie przeszukała pokój Dony Eulálii podczas niedzielnej mszy.
A to, co odkryła, zmieniło wszystko.
Ukryte w metalowym pudełku pod łóżkiem, znalazła pięć nieotwartych listów wojskowych.
Wszystkie adresowane do dzieci.
Wszystkie napisane przez Gabriela.
Niektóre miały kilka miesięcy.
Eulália celowo je ukryła.
Ale to nie było najgorsze.
Wśród dokumentów znajdował się również dokument sporządzony u lokalnego notariusza, w którym Gabriel został uznany za zmarłego, aby przekazać jego ziemię i rentę wojskową rodzinie.
Innymi słowy, Eulália chciała przejąć spadek po synu, gdy ten jeszcze walczył.
A do tego potrzebowała porażki Inês.
Aby dzieci cierpiały.
Aby dom się zawalił.