I nagle przemówiła.
„Zamierzasz nas zabić?” zapytała, a jej spokój był tak zimny, że ojciec chrzestny poczuł dreszcz na plecach.
Jeśli tak… zrób to szybko. Mój młodszy brat jest głodny.
Te słowa trafiły Victora jak kula w serce.
Słyszał to wszystko podczas swoich 20 lat panowania.
Ludzi błagających o litość.
Rywali przeklinających go.
Ludzi błagających o jeszcze jedną minutę życia.
Ale nigdy…
Nigdy nie słyszał, żeby dziecko prosiło o śmierć… z taką nonszalancją, z jaką prosi o kawałek chleba.
Przełknął ślinę. „Nie zrobię ci krzywdy…” wymamrotał, a jego głos był bardziej ochrypły, niż zamierzał.
Dziewczyna nie odpowiedziała.
Po prostu mocniej ścisnęła dziecko.
Była ostrożna.
I miała ku temu powody.
Za Victorem rozległy się kroki.
„Szefie… wszystko w porządku?” Malik, jego prawa ręka, pojawił się u wejścia do alejki, z ręką spoczywającą na pistolecie 9 mm.
Victor uniósł rękę, nawet się nie odwracając.
Cichy, ale stanowczy rozkaz: trzymaj się z daleka.
Malik posłuchał.
Zawsze słuchał.
Niemowlę cicho zaskomlało… prawie niesłyszalnie.
Victor zmarszczył brwi.
Ten dźwięk… to nie był normalny płacz.
To było wyczerpanie.
To był głód… doprowadzony do absolutnego granic możliwości.
„Gdzie są twoi rodzice?”
Cisza.
„Mama wyjechała…” – powiedziała w końcu dziewczynka bez cienia emocji. „Cztery dni temu. Powiedziała, że wróci”.
Nie dokończyła zdania.
Nie było to konieczne.