„Sześcioletnia. Léa.
I niemowlę używane jako muł do dostarczania narkotyków”. Franck zapłakał, żałośnie.
„Byłem pijany… To nie był mój pomysł! To Chloé! Jej matka! Była mi winna 5000 euro! Zostawiła dzieci u mnie, żebym spłacił dług!”
„Kłamstwo”.
Głos Victora był łagodny.
Ale przecinał powietrze jak żyletka.
„Doskonale wiedziałeś, co robisz z papierosem”.
Wstał powoli.
Każdy krok brzmiał jak odliczanie.
„Nauczyłeś go życia poprzez ból” – kontynuował Victor, podchodząc. „Pamiętasz?” Mężczyzna upadł na kolana, zaciskając dłonie.
„Wybacz mi! Błagam cię! Wybacz mi!”
„Teraz… twoja kolej, żeby się uczyć”.
Co się wydarzyło w tym mieszkaniu…
Malik nikomu nie powiedział.
Ale na trzecim piętrze tego budynku…
krzyki rozbrzmiewały przez długie minuty.
A kiedy w końcu ucichły…
cisza, która nastąpiła, była jeszcze bardziej przerażająca.
O 4:00 rano…
Victor wrócił do swojego luksusowego domu.
Wszędzie panowała cisza.
Za cisza.
Dopóki nie zobaczył jej w słabym świetle.
Léa.
Siedziała na pierwszym stopniu ogromnych marmurowych schodów.
Jej małe kolana podciągnęły się pod brodę.