„Zostaw go na chwilę w spokoju, kochanie. Już dobrze”.
Potem Emiliano płakał jeszcze głośniej.
Diego zacisnął szczękę. Uśmiechnął się do kamery, jakby wciąż był w dobrym humorze, wziął szklankę zimnej wody ze stołu i powiedział:
„Zobaczmy, czy to ożywi małego aniołka”.
Zanim Paola zdążyła krzyknąć, Diego chlusnął wodą prosto w twarz dziecka.
Emiliano zamarł na sekundę. Potem wydał z siebie ochrypły, przestraszony krzyk, z przemoczonym ubraniem i drżącymi rękami.
Paola podbiegła do niego, ale Miguel był szybszy. Wyjął go z krzesełka, przytulił do piersi i przykrył kurtką.
Nikt się nie odezwał.
Dopóki Marta nie powiedziała:
„Och, bez przesady… to był żart”.
Miguel podniósł wzrok. Nie krzyczał. W nic nie uderzył. Po prostu wpatrywał się w brata, jakby właśnie odkrył obcego człowieka siedzącego przy rodzinnym stole.
Diego, wciąż na antenie, uśmiechnął się niepewnie i powiedział:
„Niektórzy ludzie niczego nie znoszą, naprawdę”.
Paola poczuła, jak coś w niej pęka, bo nie chodziło tylko o wodę; chodziło o śmiech wszystkich po tym, jak jej syn się wystraszył.
A najgorsze było to, że wciąż nie wiedziała, co przyniesie ten wieczór.
Zostałabyś na tę kolację, czy wyszłabyś od razu, nie słysząc żadnych wyjaśnień?
CZĘŚĆ 2
Miguel szedł w stronę salonu z Emiliano na rękach. Paola szła za nim, szukając kocyka w torbie na pieluchy, podczas gdy jej dziecko wciąż oddychało krótkimi, urywanymi oddechami, jakby nie rozumiało, dlaczego ktoś z jego rodziny tak go wystraszył.
„Wyłącz transmisję na żywo” – powiedział Miguel.
Diego zmarszczył brwi.
„Nie mów tak do mnie w domu moich rodziców”.
„Wyłącz to”.
Głos Miguela był tak stanowczy, że nawet kolędy zdawały się grać ciszej.
Marta stanęła między nimi.
„Miguel, synu, nie rób scen. Diego przesadził, owszem, ale wszyscy wiemy, jaki jest. Nie myśli, zanim zażartuje”.
Paola podniosła wzrok.
„I dlaczego zawsze musimy znosić, że nie myśli, zanim zażartuje?”
Raúl westchnął zirytowany.
„Dobra, Paola. To była tylko woda. Nie udawaj, że zrobił coś poważnego”.
Miguel przytulił Emiliano mocniej.
„Mój syn nie jest bezpieczny dla nikogo”.
Diego się roześmiał, ale ten śmiech nie był do końca trafny.
„Spójrz na siebie, bohaterze karetki pogotowia. Założę się, że teraz też uratujecie święta”.
Paola czuła złość, ale i wstyd, że przyniosła dziecko do domu, w którym wszyscy wydawali się bardziej przejmować reputacją Diego niż strachem Emiliano.
„Wyjeżdżamy” – powiedział Miguel.
Oczy Marty się rozszerzyły.
„W Wigilię? Naprawdę zamierzasz przez to rozbić rodzinę?”
Paola podniosła torbę z pieluchami.
„Nie rozbijemy jej”.
Kiedy dotarli do drzwi, usłyszała, jak Diego mamrocze:
„Jaki dramat. Tak właśnie zachowują się mamy po raz pierwszy”.
To zdanie utkwiło jej w pamięci na całą noc.