Pieniądze Marka nieustannie, tajemniczo znikały w czarnej dziurze jego młodszej siostry, Chloe. Chloe była dwudziestosześcioletnią, chroniczną katastrofą. Była ofiarą zawodu, wiecznie uwikłaną w jazdę pod wpływem alkoholu, nieudane przedsięwzięcia biznesowe i ogromne długi na kartach kredytowych. Mark traktował ratowanie jej nie jako opcję, ale jako religijny obowiązek, nieustannie poświęcając naszą małżeńską stabilność, by zaspokoić jej niekończące się, chaotyczne żądania.
Dzisiaj był dzień przed planowaną operacją.
Siedziałam na podłodze sali porodowej, laptop spoczywał na moich opuchniętych udach. Otworzyłam bezpieczny portal bankowy, aby zainicjować przelew do działu rozliczeń szpitala.
Kliknęłam na konkretne, zastrzeżone konto powiernicze, które założyłam na swoje nazwisko, chociaż Mark miał do niego wspólny dostęp w nagłych wypadkach.
Ekran się załadował.