„Mam nadzieję”.
Usłyszałam jego kroki na dywanie.
Powoli.
Spokojnie.
Kochanie.
Zatrzymali się przy łóżku.
„Zdjęłaś płaszcz” – powiedział. „Chciałaś, żeby to zobaczył?”
Valerie nie odpowiedziała.
„Zawsze tak dramatycznie. Jeden siniak i nagle chcesz zostać męczennikiem”.
Moja dłoń zacisnęła się na telefonie.
Plik audio był.
Wcisnęłam play.
Głos dziecka ledwo wypełniał łazienkę, słaby, drżący, zniekształcony przez nagranie.
„Mamo… Jestem w niebieskim domu. Martine mówi, że nie wolno nam hałasować. Tata myśli, że nie żyję, ale tak nie jest. Mamusiu, przyjedź po mnie”.
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
Dziewczynka żyła.
A on o tym nie wiedział.