Marek siedział nieruchomo. Wiedział już, że właśnie nadszedł moment, którego obawiał się od wielu tygodni.
Anna mówiła spokojnie, bez podnoszenia głosu.
— Przez trzy lata organizowaliśmy spotkania. Kupowaliśmy jedzenie, napoje, węgiel do grilla. Sprzątaliśmy po wszystkim. Spłacaliśmy kredyt za ten dom. A wy przyjeżdżaliście odpoczywać.
— Przesadzasz — rzucił Piotr.
— Naprawdę?