Ciąg dalszy historii

— Może chociaż kupię kurczaka?
— Nie.
— Kiełbasę?
— Też nie.
Marek westchnął i pokręcił głową.
— Mam dziwne przeczucie, że ten dzień zapamiętam na długo.
— Ja też — odpowiedziała Anna i wróciła do nakrywania stołu.
Kilka godzin później na podjazd ponownie wtoczył się samochód Piotra. Tym razem przyjechali jeszcze liczniejszą grupą. Oprócz Katarzyny i znajomej pary pojawili się także kolejni goście.
— Ale nas dziś dużo! — zaśmiał się Piotr, wysiadając z auta. — Będzie uczta!
Anna zauważyła, że nikt nie niesie żadnych toreb, żadnych pojemników z jedzeniem ani napojów. Dokładnie tak, jak przewidywała.
— Zapraszam do stołu — powiedziała spokojnie.
Piotr zatarł ręce.
— No, wreszcie!
Goście zajęli miejsca. Rozmowy ucichły, gdy wszyscy spojrzeli na stół.
Gotowane ziemniaki.
Pieczone ziemniaki.
Kotleciki ziemniaczane.
Sałatka ziemniaczana.
Dzbanek wody.
Koszyk chleba.
Przez kilka sekund nikt się nie odezwał.
— A gdzie mięso? — zapytał w końcu jeden z gości.
— Nie ma — odpowiedziała Anna.
— Jak to nie ma?
— Normalnie. Nie ma.
Piotr roześmiał się nerwowo.
— Dobry żart.
— To nie żart.
Cisza zrobiła się jeszcze większa.
Katarzyna spojrzała na Annę z wyraźnym zaskoczeniem.
— Naprawdę przygotowałaś tylko ziemniaki?
— Tak.
— Dlaczego?
Anna odłożyła widelec.
— Bo uznałam, że to uczciwe.
— Nie rozumiem — powiedział Piotr.