„Jak będziemy mieli pieniądze, jadę do Madrytu. Nie chcę spędzić kolejnej nocy w tym domu. Czuję się, jakby ktoś mnie obserwował”.
Viviana zacisnęła szczękę. W tym momencie dowódca dał znak jednemu ze swoich techników.
Połączenie laptopa nagle się urwało na ekranie. Raúl uderzył pięścią w stół.
„Co się stało? To niemożliwe!”
Wtedy wszystkie automatyczne zamki w rezydencji włączyły się jednocześnie. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Metalowe zasłony w oknach opadły. Graciela pobiegła do głównego wejścia i rozpaczliwie szarpnęła za klamkę.
„Zamknięte!”
Renata zaczęła płakać.
„Mamo, nie podoba mi się to”.
Raúl sprawdził panel sterowania domu, ale ekran był pusty.
„Ktoś przejął kontrolę nad systemem z zewnątrz” – mruknął blady.
Wtedy telewizor w salonie włączył się sam. Na ekranie pojawił się obraz Viviany, siedzącej między Teresą a Komandorem Arturo.
„Dobry wieczór, rodzino” – powiedziała Viviana ze spokojem, który zaskoczył nawet ją samą. „Jak tam świętowanie?”
Graciela cofnęła się, jakby zobaczyła ducha.
„Byłeś… byłeś aresztowany”.
„I składałeś zeznania”.
Raúl zamarł.
Viviana pochyliła się w stronę kamery.
„Raúl, przelew na konto szwajcarskie został nagrany. Graciela, twoje słowa też. Renata, lepiej usiądź, bo to, co nadchodzi, będzie bolało bardziej niż jakiekolwiek więzienie”.
Graciela krzyknęła wściekła:
„To nielegalne! Nie mogą nas zamknąć we własnym domu!”
„To nie wasz dom” – odpowiedział męski głos z końca pokoju.
Wszyscy troje zamarli.
Głos dochodził ze schodów.
Mężczyzna powoli schodził, ubrany w ciemny garnitur, szedł bez wózka inwalidzkiego ani laski, z wyprostowanymi plecami. Gdy dotarł do ostatniego stopnia, światło telewizora oświetliło jego twarz.
Don Álvaro Castañeda żył.
Graciela krzyknęła tak piskliwie, że Renata zakryła uszy. Raúl oparł się o ścianę, zbladł.
„Nie… to niemożliwe” – wyjąkała Graciela. „Widziałam, jak umierasz. Ja sama…”
Przerwała za późno.
Don Álvaro spojrzał na nią z lodowatym smutkiem.
„Co ty sama, Gracielo? Dałaś mi mleko? Wlałaś mi truciznę do ust? Prosiłaś Raúla, żeby sfałszował mój testament?”
Graciela drżała od stóp do głów. Poczucie winy roztrzaskało jej maskę. Nie była już elegancką wdową z pogrzebu. Była kobietą przypartą do muru.
„Zmusiłeś mnie” – krzyknęła, wskazując na niego. „Traktowałeś mnie jak ozdobę. Wszystko było dla Viviany. Zawsze dla Viviany. Ja też mieszkałem w tym domu. Też na coś zasługiwałem”.
„Zasłużyłeś na to, żeby mnie zabić?”
Raúl uniósł ręce.
„Don Álvaro, to był jej pomysł”. Po prostu posłuchałem. Zagroziła mi.
Graciela zwróciła się do niego z nienawiścią.
„Tchórz! Powiedziałeś mi, jak to zrobić. Zdobyłeś truciznę. Sporządziłeś fałszywy testament”.
Renata patrzyła na nich oboje, jakby właśnie obudziła się z koszmaru.
„Co ty mówisz?” – wyszeptała. „Naprawdę go otrułeś?”
Don Álvaro wyciągnął brązową teczkę i rzucił ją na stół. Papiery wyślizgnęły się i wylądowały przed Renatą.
„Czas też, żebyś zrozumiał, dlaczego Raúl zawsze tak bardzo cię chronił”.
Renata wzięła pierwszy dokument. To był test DNA. Przeczytała go raz. Potem jeszcze raz. Jej ręce zaczęły drżeć.
Zgodność z Álvaro Castañedą: 0%.
Zgodność z Raúlem Mediną: 99,9%.
Renata spojrzała na matkę.
—Nie jestem córką Álvara…
Graciela w
Próbował do niej podejść.
„Córko, posłuchaj mnie…”