Otworzyłam klapę i wyciągnęłam ręce. „Chodź, pomogę ci”.
Dziewczyny wymieniły spojrzenia, które wydawały się zbyt poważne jak na ich wiek.
W końcu ta w żółtej wyciągnęła do mnie ręce.
Była lżejsza, niż się spodziewałam.
Najpierw ją podniosłam, potem jej siostrę.
Obie natychmiast chwyciły mnie za nogi.
Zacisnęły dłonie na materiale moich dżinsów tak mocno, że czułam, jak drżą im palce.
„Mam na imię Carla” – powiedziałam. „A ty?”
Dziewczyna w żółtej wyszeptała: „Lily”.
Jej siostra odpowiedziała: „Lucy”.
„Lily i Lucy” – powtórzyłam. „Dobrze. Chodźmy do środka”.
Starałam się nie patrzeć w stronę domu, prowadząc je podjazdem.
Kiedy już były w środku, zamknęłam drzwi wejściowe na klucz.
Klik zasuwki sprawił, że obie dziewczynki drgnęły.
To przeraziło mnie bardziej niż cokolwiek, co powiedziały.
Zaprowadziłam je do kuchni, dałam im wodę i postawiłam na stole talerz krakersów i pokrojonych truskawek.
Wpatrywały się w jedzenie, ale nie tknęły go, dopóki nie usiadłam kilka kroków dalej.
„Możecie jeść” – zapewniłam je.
Lucy wzięła truskawkę.
Lily poszła w jej ślady.
W ciągu kilku sekund jadły tak szybko, że zastanawiałam się, kiedy ostatnio jadły porządny posiłek.
„Gdzie jest twoja mama?” – zapytałam.
Obie dziewczynki przestały żuć.
Lily spojrzała na Lucy.
„Czy twoja mama jest obok?”
Brak odpowiedzi
.
„Twój tata?”
Lucy pokręciła głową.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia, kim tak naprawdę są mężczyzna i kobieta z sąsiedztwa.
Sięgnęłam po telefon.
Lily natychmiast zsunęła się z krzesła.
„Nie!”
Zatrzymałam się.
„W porządku”.
„Żadnej policji” – powiedziała z rosnącą paniką w głosie.
„Dlaczego nie?”
„Powiedział, że policja zabiera niegrzeczne dziewczynki”.
Ścisnął mi się żołądek.
„Kto to powiedział?”
Oczy Lily napełniły się łzami.
„On”.
Zanim zdążyłam zadać kolejne pytanie, z sąsiedniego pokoju dobiegł głośny huk.
Obie dziewczyny schowały się pod stołem.
Sekundę później przez otwarte okno dobiegł słaby męski głos.
„Lily! Lucy!”
Dziewczyny zaczęły drżeć.
Zamknęłam okno i zaciągnęłam zasłonę.
„Zostań tutaj” – wyszeptałam.
Poszłam do pokoju dziennego i zajrzałam przez wąską szparę obok rolet.
Mężczyzna, którego widziałam na podjeździe, stał na ganku.
Wyglądał teraz inaczej, a na jego twarzy malowała się złość.
Szybko zszedł po schodach, obrócił głowę na boki i zaczął rozglądać się po podwórku.
Potem podszedł do krawężnika i mojego kosza na śmieci.
Odsunęłam się od okna.
Minutę później ktoś trzy razy zapukał do moich drzwi wejściowych.
Lily jęknęła z kuchni.
Zmusiłam się do wzięcia oddechu i uchyliłam drzwi tylko na kilka centymetrów, nie zdejmując łańcucha.
Mężczyzna wpatrywał się we mnie.
„Dzień dobry” – powiedział.
„Dzień dobry”.
Spojrzał gdzieś za mnie.
„Widziałaś dwie małe dziewczynki?”
Serce waliło mi jak młotem.
Posłałam mu najbardziej zmieszaną minę.
„Małe dziewczynki?”
„Bliźniaczki. Trzylatki.”
Więc wiedział dokładnie, kim są.
„Nie” – powiedziałam. „Nie”.
Zacisnął szczękę.
„Wyszły z domu”.