„To straszne”.
„Tak”.
Nie poruszył się.
Ja też nie.
Potem się uśmiechnął, ale wyraz jego twarzy nie sięgnął jego oczu.
„Jeśli je zobaczysz, daj mi znać. Nie dzwoń do nikogo innego. Mają… problemy z zachowaniem”.
Zachowałam neutralny wyraz twarzy.
„Oczywiście”.
Posłał mi długie spojrzenie, zanim się odwrócił.
Zamknęłam drzwi i zaryglowałam je ponownie.
Kiedy wróciłam do kuchni, Lily i Lucy wciąż były pod stołem.
„Dobrze ci poszło” – wyszeptała Lily.
Kucnęłam obok nich.
„Kochanie, musisz mi powiedzieć, kim jest ten mężczyzna”.
Lucy przycisnęła twarz do ramienia siostry.
„Grant”.
„Kto to Grant?”
Pokręciła tylko głową.
„Czy Grant to twój tata?”
„Nie”.
„Twój wujek?”
„Nie”.
„Czy twoja mama wie, że tu jesteś?”
Na te słowa twarz Lily się skrzywiła.
„Mamusia nie może przyjść”.
Poczułam chłód w całym ciele.
„Dlaczego nie może przyjść?”
Bliźniaczki spojrzały na siebie.
Potem Lucy wyszeptała najbardziej przerażające stwierdzenie, jakie kiedykolwiek słyszałam.
„Bo Grant zamknął ją na dole”.
Przez kilka sekund mogłam tylko patrzeć na Lucy.
„Grant zamknął twoją mamusię na dole?” powtórzyłam.
Lily skinęła głową.
„Kazała nam być cicho”.
Wszystko, co czułam, podpowiadało mi, żeby natychmiast zadzwonić na policję, ale przypomniałam sobie panikę Lily, gdy dotknęłam telefonu.
Sięgnęłam pod stół i wyciągnęłam rękę.
„Posłuchaj mnie. Policja nie odbiera grzecznych dziewczynek za proszenie o pomoc. Grant cię okłamał”.
Lily wpatrywała się w moją twarz.
„Naprawdę?”
„Naprawdę”.
Poczekałam, aż skinęła głową.
Potem weszłam do spiżarni, zostawiając uchylone drzwi, żeby widzieć bliźnięta, i zadzwoniłam pod numer alarmowy.
Mówiłam cicho, wyjaśniając, że dwie trzyletnie dziewczynki z sąsiedniego domu są w moim domu i twierdzą, że ich matka została zamknięta na dole.
Dyspozytorka kazała mi zostać w środku, zamknąć wszystkie drzwi i unikać konfrontacji z Grantem.
Właśnie zakończyłam rozmowę, gdy ktoś znowu uderzył w moje drzwi wejściowe.
Tym razem Grant nie zapukał.
Uderzył w nie pięścią.
„Carla!”
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
Nigdy nie powiedziałam mu, jak mam na imię.
„Otwórz drzwi”.
Bliźniaczki schowały się głębiej pod kuchennym stołem.
„Skąd znasz moje imię?” zawołałam.
Nic nie powiedział.
Potem klamka się obróciła, ale drzwi się nie otworzyły.
„Te dziewczyny powinny być ze mną” – powiedział. „Nie rozumiesz, co się dzieje”.
„Powiedziały mi, że się ciebie boją”.
„Mają trzy lata. Nie wiedzą, co mówią”.
„Wiedziały, że muszą się schować”.
Jego głos stał się ostrzejszy.
„Otwórz drzwi”.
„Nie”.
Chwilę później usłyszałam kroki wychodzące z ganku.
Pobiegłam do bocznego okna.
Grant przechodził przez mój trawnik w kierunku furtki prowadzącej na podwórko.
Zamknęłam drzwi do kuchni tuż przed tym, jak do nich dotarł.
Złapał za klamkę i potrząsnął nią.
Lucy krzyknęła.
Jego twarz, widoczna przez szybę, znieruchomiała.
„Więc oni tam są”.
Nic nie powiedziałam.
„Otwórz te drzwi, Carla”.
„Policja nadjeżdża”.
Czar odpłynął mu z twarzy.
Puścił klamkę i pobiegł w stronę domu.
W ciągu kilku minut na końcu ulicy rozległy się syreny.
Najpierw do moich drzwi przyszli policjanci.
Wyjaśniłam wszystko jeszcze raz, podczas gdy policjantka o imieniu Dana siedziała na podłodze w kuchni z Lily i Lucy.
Kiedy Dana zapytała, gdzie jest ich matka, Lily wskazała na ścianę, którą dzieliłyśmy z sąsiednią posesją.
„Na dół” – powiedziała.
Policjanci weszli do domu Granta.
Zostałam z bliźniakami, ale każda sekunda wydawała się nie mieć końca.
Jakieś 15 minut później wyszli dwaj policjanci z Grantem.