„Niezupełnie.”
„Jej nazwisko widnieje w akcie własności.”
„Moje nazwisko widnieje w wielu papierach, bo bogaci ludzie rzadko patrzą na mężczyzn niosących ich pudła.”
„Kto cię o to prosił?”
Benito spojrzał na Jacintę.
Skinęła głową.
„Twoja matka” – odpowiedział. „Trzy miesiące przed śmiercią.”
Camila zamknęła laptopa.
„Chcę iść.”
„To nie jest bezpieczne.”
„Nic nie jest bezpieczne.”
„Ludzie obserwują drogi.”
„Dlatego pojedziemy, kiedy wszyscy będą patrzeć gdzie indziej.”
Sofia zrozumiała pierwsza.
„Dzień Zmarłych”.
Camila skinęła głową.
„Będzie ruch uliczny, goście, procesje i setki pojazdów”.
Jacinta skrzyżowała ramiona.
„Jesteś w ciąży”.
„Właśnie dlatego nie mam czasu”.
W południe Alejandro odebrał telefon od Estebana.
„Siostrzeńcu, właśnie widziałem wiadomości. Czy to prawda, że Camila wyjechała?”
Głos brzmiał na zaniepokojony.
Zbyt zaniepokojony.
Alejandro włączył nagrywanie.
„Nie wiem”.
„Co masz na myśli, mówiąc, że nie wiesz?”
„Wyszła z domu”.
„Po tym, jak zobaczyła cię z tą modelką?”
„Na to wygląda”.
Esteban westchnął z wyrachowaniem.
„Kobiety w ciąży potrafią być emocjonalne”.
Alejandro wpatrywał się w zdjęcie Eleny.
„Camila nigdy nie była emocjonalna”.
„Wszyscy jesteśmy upokorzeni”.
„Kto ujawnił tę historię?”
„Nie mam pojęcia”.
„Julián Ferrer był w restauracji”.
Zapadła cisza krótsza niż sekunda.
„Mój asystent?”
„Widziałeś go przed kolacją”.
„Może był z kimś”.
„Zrobił zdjęcia Renacie i mnie”.
„Porozmawiam z nim”.
„Nie. Zostaw go w spokoju”.
„Dlaczego?”
Alejandro złagodził głos.
„Bo w naszym najlepszym interesie może być, jeśli prasa pomyśli, że Camila uciekła z zazdrości”.
Esteban milczał.
„Co ty mówisz?”
„Jeśli wygłosi absurdalne oskarżenia, wszyscy pomyślą, że robi to ze złości”.
W słuchawce rozległ się powolny oddech.
„To by się przydało”.
Alejandro poczuł mdłości.
„Potrzebuję twojej pomocy, stary”.
„Oczywiście”.
„Chcę ją znaleźć, zanim zrobi coś, co zaszkodzi firmie”.
„Przyjdę do ciebie”.
„Nie. Zwołaj zebranie zarządu dziś po południu”.
„Dlaczego?”
„Aby omówić Aurora Trust”.
Tym razem cisza była dłuższa.
„Nie wiem, o czym mówisz”.
„W takim razie spotkanie będzie krótkie”.
Alejandro się rozłączył.
Wszedł szef ochrony z tabletem.
„Coś znaleźliśmy”.
Pokazał nagranie z zewnętrznej kamery.
O 22:17 furgonetka z pralnią odjechała przez wejście dla obsługi.
Z zapisów wynikało, że wjechała z czystym praniem o 21:00.
Ale kierowca nie był stałym pracownikiem.
Miała na sobie czepek i maseczkę.
„Zamknij okno”.
Kobieta ledwo odwróciła głowę.
Alejandro rozpoznał Sofíę Lunę.
Najlepszą przyjaciółkę Camili.
„Znajdźcie ją” – rozkazał.
„Chcecie, żebyśmy ją aresztowali?”
„Nie”.
„W takim razie…”
„Chcę wiedzieć, czy ktoś jeszcze jej szuka”.
O trzeciej po południu zarząd Grupo Santillán zebrał się w przeszklonym pokoju przy Paseo de la Reforma.
Esteban pojawił się w szarym garniturze, niebieskim krawacie i z pogodą ducha człowieka, który całe życie ukrywał noże za uśmiechem.
Uściskał Alejandra.
„Jakieś wieści?”
„Żadnych”.
Teresa usiadła naprzeciwko.
Nie spojrzała na szwagra.
Pozostali członkowie zarządu szeptali o skandalu.
Nieobecność Camili może wpłynąć na negocjacje z europejskimi inwestorami.
Alejandro czekał, aż drzwi się zamkną.
„Dziś rano poprosiłem o audyt Aurora Trust”.
Esteban poprawił spinki do mankietów.
„Ten trust został zlikwidowany”.
„Nie”.
„Kto powiedział inaczej?”
„Wyciągi bankowe”.
Alejandro wyświetlił slajd.
Pojawiły się przelewy ponad dwustu milionów pesos do firm powiązanych z Estebanem.
Wyraz twarzy wujka się nie zmienił.
„To autoryzowane transakcje”.
„Przez kogo?”
„Przez administratora”.
„Przez ciebie”.
„Dokładnie”.
„W jakim celu?”
„Ochrona aktywów”.
„Czy obejmuje to polisę na życie na pięćdziesiąt milionów dolarów dla mojej żony?”
Szmery ucichły.
Esteban uniósł brwi.
„To absurd”.
Alejandro pokazał kopię.
„Podpis Camili został sfałszowany”.
„Czy ma pani opinię biegłego?”
„Jest w trakcie sporządzania”.
„Więc nic pani nie ma”.
Teresa interweniowała:
„Polityka istnieje”.
Esteban spojrzał na nią.
„Uważaj, Tereso”.
„Miałaś trzydzieści lat, żeby mnie nastraszyć”.
„I miałaś trzydzieści lat, żeby nauczyć się nie mówić o tym, czego nie rozumiesz”.
Alejandro obserwował reakcję zarządu.
Niektórzy unikali jego wzroku.
Inni wydawali się zdezorientowani.
Jeden z członków zarządu, biznesmen z Monterrey, Raúl Garza, poprosił o wgląd do dokumentu.
„Jaki jest związek z Aurorą?”
„Camila Ortega jest pierwotnym beneficjentem trustu” – powiedział Alejandro. „Po porodzie otrzyma trzydzieści dwa procent skonsolidowanych akcji”.
Wiadomość uderzyła jak bomba.
Esteban wstał.
„Spotkanie zakończone”.
„Usiądź”.
„Nie masz prawa mnie oskarżać”.
„Jestem przewodniczącym grupy”.
„Dzięki udziałom, które ochroniłem po śmierci twojego ojca”.
— Udziałom należącym do Eleny Ortegi.
Esteban pozostał nieruchomy.
To był pierwszy trzask.
Niewielki.
Widoczny.
Alejandro zrobił krok w jego stronę.
—Znałeś matkę Camili?
—Widziałem ją kilka razy.
—Zginęła po tym, jak oskarżyła cię o kradzież.
—Zginęła w wypadku.
—Dywan w moim domu też wyglądał na wypadek. Leki mojej żony też mogłyby wyglądać na pomyłkę.
Esteban spojrzał na pozostałych.
—Mój siostrzeniec zmaga się z kryzysem małżeńskim. Proponuję odroczenie posiedzenia.
Raúl Garza nie ruszył się z miejsca.
—Sugeruję, żebyśmy zagłosowali
niezależny audyt.
„To niestosowne” – odpowiedział Esteban.
„To stosowne, jeśli trzech członków zarządu o to poprosi”.
Teresa uniosła rękę.
Raúl zrobił to samo.
Potem uniosła rękę Beatriz Zamora.
Esteban uśmiechnął się bez radości.
„Zniszczą tę firmę przez fantazje o zaginionej kobiecie”.
Alejandro podszedł do niego.
„Nie. Ona ją uratuje”.
Po zakończeniu spotkania Esteban wsiadł do windy z Julianem Ferrerem.
Nie rozmawiali, dopóki nie dotarli do podziemnego parkingu.
Tam Esteban rzucił swoją teczkę o ścianę.
„Skąd wziąłeś regulamin?”
Julián przełknął ślinę.
„Nie wiem”.
„Kto miał dostęp do akt?”
„Tylko upoważniony personel”.
„A pendrive?”
„Kopia zapasowa zniknęła”.
Esteban odwrócił się.
„Zapłaciłem ci, żebyś ją pilnował”.
„Pani Camila nie zachowywała się dziwnie”.
„Kobieta nie znika bez pomocy”.
„Mogę znaleźć prawnika”.
„Nie. Już jest obserwowana”.
Julián zniżył głos.
„A Renata?”
„Renata zrobi to, co każdy, kiedy zda sobie sprawę, że życie jest mniej warte niż sekret, który skrywa”.
„Co zrobimy z Alejandro?”
Esteban poprawił krawat.
„Niech szuka żony”.
„A kiedy ją znajdzie?”
Esteban otworzył drzwi samochodu.
„Zawiezie nas do niej”.
Renata Vela nie dotarła tej nocy do swojego mieszkania.
Policja znalazła jej samochód na parkingu w Santa Fe.
W środku znajdował się zepsuty telefon komórkowy, niewielka plama krwi i karta dostępu do dawnej fabryki Aurora Laboratories.
Wiadomość nie została podana do publicznej wiadomości.
Alejandro dowiedział się o tym od swojego kontaktu w prokuraturze.
Pojechał sam na parking.
Wszędzie pachniało wilgotnym betonem i benzyną.
Śledczy, Mauricio Leal, pokazał mu kartę w torbie.
„Rozpoznajesz logo?”
To był księżyc przecięty złotą linią.
Ten sam symbol był wygrawerowany na medalionie, który Elena zostawiła Camili.
Alejandro sfotografował kartę.
„Tak”.
„Gdzie?”
„W starych dokumentach firmowych”.
„Pani Vela otrzymała kilka gróźb w ciągu ostatniego tygodnia”.
„Dlaczego ich nie zgłosiła?”
„Zgłosiła. Sprawa została zamknięta z powodu braku dowodów”.
„Kto podjął decyzję?”
Mauricio zajrzał do swoich notatek.
„Asystent prokuratora, Sergio Murillo”.
Alejandro znał to nazwisko.
„Sergio grał w golfa z Estebanem”.
„Chcę dostępu do akt”.
„Nie mogę ci ich udostępnić”.
„Mauricio…”
„Nie mogę ci ich oficjalnie udostępnić”.
Śledczy zniżył głos.
„Ale ktoś wysłał anonimową kopię na bezpieczny adres e-mail dwadzieścia minut temu”.
Alejandro spojrzał na niego.
Mauricio wzruszył ramionami.
„Technologia jest okropna”.
W samochodzie Alejandro otworzył akta.
Były tam zdjęcia Renaty opuszczającej klinikę.
Potwierdzenia wpłat.
Wiadomości z pogróżkami.
I nagranie audio, które nagrała.
Głos Estebana był rozpoznawalny.
„Renato, twoim zadaniem jest się uśmiechać. Nie zadawać pytań”.
„Wykorzystali moje nazwisko, żeby zapłacić klinice”.
„Otrzymałeś hojne odszkodowanie”.
„Kobieta w ciąży mogła umrzeć”.
„Nadal może umrzeć”.
Nagranie się skończyło.
Alejandro uderzył pięścią w kierownicę.
Zadzwonił do Estebana.
Jego wujek natychmiast odebrał.
„Znalazłeś Camilę?”
„Znaleźli samochód Renaty”.
„To straszne”.
„Nie powiedziałem ci, co się z nią stało”.
Pauza.
„Sądząc po twoim tonie, domyśliłem się czegoś złego”.
„Gdzie ona jest?”
„Nie mam pojęcia”.
„Słyszałem nagranie”.
„Jakie nagranie?”
„To, które nagrała, kiedy jej groziłeś”.
Esteban niecierpliwie odetchnął.
„Nie rób z negocjacji w sprawie pracy spisku”.
„Mówiłeś, że Camila może jeszcze umrzeć”.
„Nie pamiętam, żebym to mówił”.
„Policja cię znajdzie”.
„Tej samej policji, która zamknęła sprawę Renaty?”
Alejandro ścisnął telefon.
„Zniszczę cię”.
„Nie wcześniej, niż znajdę twoją żonę”.
Rozmowa się zakończyła.
Alejandro zrozumiał, że Esteban śledził poszukiwania.
Każdego śledczego.
Każdy kontakt.
Każdą możliwą kryjówkę.
Jeśli znajdzie Camilę, doprowadzi do niej ludzi Estebana.
Tej nocy publicznie odwołał prywatne poszukiwania.
Pozwolił mediom ujawnić, że Camila wypłaciła pieniądze i opuściła kraj.
Ujawnił rzekomy zapis lotu do Kostaryki.
Następnie wysłał połowę swoich strażników na lotnisko.
Drugą połowę do rodzinnej posiadłości w Valle de Bravo.
Tylko on i Mauricio Leal znali prawdę.
Camila wciąż była w Meksyku.
A ktoś inny już wiedział, gdzie szukać.
Dwa dni później Pátzcuaro zapełniło się turystami.
Plac był pełen straganów z rękodziełem, figurkami Catriny, cukrowymi czaszkami, świecami i pomarańczowymi kwiatami.
Camila przechadzała się między ludźmi z rebozo na głowie i koszykiem w rękach.
Obok niej Jacinta udawała, że targuje się o cenę świec wotywnych.
Benito szedł kilka metrów za nią.
Sofia czekała w pickupie niedaleko targu.
„Mężczyzna w brązowej kurtce wciąż tam jest” – mruknęła Jacinta.
Camila się nie odwróciła.
Widziała go z drugiej ulicy.
Wysoki.
Krótkie włosy.
Buty zbyt czyste na brukowane ulice.
jak.
„Przy fontannie stoi też kobieta” – odpowiedziała Camila. „Jest tu od dwudziestu minut i nic nie kupiła”.
„Mogą to być turyści”.
„Turyści patrzą na kościoły. Patrzą na wyjścia”.
Jacinta wzięła bukiet nagietków.
„Co mamy zrobić?”
Camila uśmiechnęła się do sprzedawcy, zapłaciła i ułożyła kwiaty w koszyku.
„Damy im coś do jedzenia”.
Weszli do sklepu z tekstyliami.
Pięć minut później z tylnych drzwi wyszła ciężarna kobieta w tym samym szalu z Benito.
Tą kobietą była Lucía, siostrzenica właściciela, również w siódmym miesiącu ciąży.
Podeszła do pickupa i odjechała w kierunku jeziora.
Mężczyzna w brązowej kurtce wsiadł do samochodu.
Kobieta przy fontannie zadzwoniła.
Podczas gdy byli śledzeni, Camila wyszła bocznym przejściem w innej sukience i kapeluszu.
Jacinta wzięła ją za ramię.
„Twoja matka zrobiła to samo”.
„Wykorzystała kobiety w ciąży jako przynętę?”
„Nie. Sprawienie, że poczułam się, jakbym dostała zawału serca, było częścią rozsądnego planu”.
Dotarli do ciężarówki Sofíi.
Benito pojawił się piętnaście minut później na motocyklu.
„Dwa samochody jechały za Lucíą” – zameldował. „Chłopaki z Erongarícuaro są gotowi przewieźć ją do innego pojazdu”.
Camila zmarszczyła brwi.
„Nie chcę narażać jej na niebezpieczeństwo”.
„Lucía poprosiła o udział. Mówi, że Esteban Santillán zamknął spółdzielnię, w której pracował jej ojciec”.
„To nie czyni jej odporną na kule”.
„Nikt nie jest odporny. Dlatego planowaliśmy”.
Sofía odpaliła silnik.
„Droga do Morelii wolna”.
Camila położyła obie ręce na brzuchu.
„Więc chodźmy poszukać duszy Aurory”.
Stara fabryka stała za rzędem drzew jakarandy i warsztatami mechanicznymi.
Szyld magazynu mebli zasłaniał oryginalną fasadę, ale kształt półksiężyca wciąż był widoczny spod kilku warstw farby.
Benito otworzył boczne drzwi.
W środku pachniało drewnem, kurzem i lakierem.
„Front jest otwarty” – wyjaśnił. „Stara część jest zamknięta”.
Camila spojrzała na wysokie okna.
Wyobraziła sobie swoją matkę idącą tymi korytarzami.
Elena miałaby wtedy dwadzieścia siedem lat.
W tym samym wieku była Camila, kiedy poznała Alejandra.
„Gdzie opracowano pierwszą formułę?” – zapytała.
Benito wskazał na schody.
„W laboratorium na drugim piętrze”.
Poszli na górę.
Pokój był pusty, z wyjątkiem metalowego stołu i kilku półek.
Na ścianie wisiała mozaika przykryta plandeką.
Camila zdjęła plandekę.
Pojawiło się logo Aurory.
Złoty księżyc na niebieskim tle.
„Gdzie dusza Aurory ujrzała światło”.
Srebrny medalion idealnie pasował do środka księżyca.
Camila go umieściła.
Rozległo się kliknięcie.
Krawędź mozaiki otworzyła się.
W środku znajdował się metalowy cylinder, trzy zapieczętowane teczki i czarne pudełko.
Sofia odetchnęła.
„Twoja matka zbudowała sejf za ścianą”.
„Moja babcia chowała pieniądze w workach z fasolą. Chyba to dziedziczne”.
Camila otworzyła pierwszą teczkę.
Zawierała ona oryginalne akty własności Aurora Laboratories.
W drugiej znajdowały się receptury zarejestrowane na nazwisko Eleny.
Trzecia zawierała umowę podpisaną przez Rodriga Santillána, Teresę, Mercedes i Elenę.
Sofia przeczytała ją w milczeniu.
Wyraz jej twarzy się zmienił.
„Camila…”
„Co?”
„Klauzula nie daje ci udziałów po urodzeniu.”
„Co jeszcze tam jest napisane?”
„Jeśli zarządca próbuje uniemożliwić przeniesienie poprzez oszustwo, przymus lub fizyczną krzywdę spadkobiercy, traci wszelkie prawa, a udziały natychmiast przechodzą na nią.”
„Musimy udowodnić próbę.”
„Masz polisę, leki i notatnik.”
„To nie wystarczy. Dokumenty mogą zostać sfałszowane.”
Sofia otworzyła czarną skrzynkę.
W środku znajdował się stary dysk twardy i kilka zdjęć.
Na jednym Esteban kłócił się z mężczyzną na parkingu.
Na innym widać było samochód Eleny w noc przed jej śmiercią.
W tle obok skrzyni widać było postać.
Benito przybliżył zdjęcie.
„To Julián Ferrer”.
„Niemożliwe” – powiedziała Sofia. „Był dzieckiem w 1998 roku”.
„Więc to ktoś z jej rodziny”.
Camila odwróciła zdjęcie.
Widniało na nim nazwisko:
„Arturo Ferrer, księgowy”.
Jacinta wspomniała o księgowym, który został pobity.
Camila otworzyła cylinder.
W środku znajdował się poświadczony notarialnie list.
W dokumencie zaznaczono, że w przypadku podejrzanej śmierci Eleny wszystkie dowody powinny zostać przekazane jej córce, gdy była w ciąży z pierwszym dzieckiem.
Na końcu znajdował się podpis notariusza.
Tej samej pieczęci, której użyto do sfałszowania polisy.
„Esteban nie skopiował pieczęci przypadkiem” – powiedziała Camila. „Wiedział, że te dokumenty istnieją”.
Na dole rozległ się metaliczny brzęk.
Wszyscy zamarli.
Benito zgasił światło.
Słychać było kroki.
Kilka osób.
Sofía włożyła dokumenty do plecaka.
Camila rozejrzała się.
Były tylko jedne drzwi.
„Okno” – wyszeptał Benito.
„Jesteśmy na drugim piętrze” – odpowiedziała Jacinta.
„Na dole jest dach z blachy falistej”.
Camila podeszła.
Kroki się wzmagały.
Drabina.
Benito otworzył okno.
Na zewnątrz falisty dach z blachy opadał w stronę podwórka.
„Najpierw prawnik”.
Camila pokręciła głową.
„Najpierw Jacinta”.
„Nawet o tym nie myśl” – zaprotestowała jej ciotka.
„Ciociu, masz strzelbę w torbie”.
„Dokładnie”.
Klamka się poruszyła.
Benito zablokował ją metalową sztabką.
„Teraz”.
Jacinta wyszła przez okno.
Sofía poszła za nią z plecakiem.
Camila przełożyła jedną nogę przez framugę.
W tym momencie ktoś zastukał do drzwi.
Skrzydełko się ugięło.
Benito pomógł Camili wyjść.
Falista blacha zaskrzypiała pod jej ciężarem.
„Powoli” – powiedział.
Kolejny huk.
Drzwi się otworzyły.
Do laboratorium wszedł mężczyzna.
Camila nie widziała jego twarzy.
Benito odepchnął półkę, która spadła przed okno.
Potem skoczył.
Czwórka czołgała się po dachu.
Na dole czekała na nich ciężarówka.
Sofía zeszła po drabinie.