teren, drugi przygotowywał się do sforsowania wejścia, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wewnątrz komisariatu panowała zbyt cicha cisza w porównaniu z napięciem widocznym na ekranie. Moja córka mnie nie puściła. Ani razu. I nie prosiłem jej o to. Bo część mnie wciąż próbowała przetworzyć coś, czego nie chciałem powiedzieć na głos. Jeśli to nie była moja żona… to co widziała moja córka, zanim wyszliśmy? Drzwi ustąpiły po drugiej próbie, funkcjonariusze weszli do domu z wprawną precyzją. „Wchodzi jednostka” – potwierdził jeden z nich przez radio. Obraz z kamery lekko się przesunął, gdy przeszli przez salon. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak zostawiliśmy. Nietknięte. Normalne. Ale schody… schody wciąż były w zasięgu wzroku. A górne piętro… było puste. Ścisnęło mnie w żołądku. „Gdzie to jest?” Powiedziałam pod nosem. Funkcjonariusze poruszali się ostrożnie, jeden zabezpieczał dolne piętro, podczas gdy drugi zaczął wchodzić po schodach. Krok po kroku. Powoli. Kontrolowanie. Napięcie w pomieszczeniu rosło, nawet wśród funkcjonariuszy obserwujących z posterunku. Kiedy dotarł na górę, zatrzymał się, rozglądając się po korytarzu. „Czysto” – powiedział po chwili. Czysto. Słowo to źle brzmiało w mojej głowie. Bo widziałam to. Oboje to widzieliśmy. Moja córka lekko uniosła głowę, akurat na tyle, by znów spojrzeć na ekran. „Było tam” – wyszeptała. „Wiem, że było”. Skinęłam głową, choć w mojej głowie panował galop. „Sprawdźcie wszystkie pokoje”