Po sześciu miesiącach randek, pewnego dnia Antoine spojrzał jej prosto w oczy i powiedział stanowczo:
„Chcę poznać twoją matkę. Nie będę już dłużej ukrywał naszego związku; nie chcę, żeby nasza historia wydawała się wstydliwą tajemnicą”.
Camille wahała się przez długi czas. Jej matka, Élise, zawsze była surową, niezwykle opiekuńczą kobietą. Camille wiedziała, że szok będzie ogromny, gdy dowie się, że jej chłopak ma 42 lata. W końcu jednak powiedziała sobie, że jeśli ich miłość jest czysta i szczera, nie ma powodu do obaw.
W następną sobotę przyprowadziła go do ich skromnego domu w spokojnej dzielnicy Croix-Rousse w Lyonie. Antoine miał na sobie prostą białą lnianą koszulę i trzymał w dłoniach wspaniały bukiet polnych stokrotek, ulubionych kwiatów Élise – szczegół, który Camille wyszeptała mu do ucha kilka tygodni wcześniej.
Camille mocno uścisnęła dłoń Antoine’a, gdy przechodzili przez starą, kutą bramę. Na rozświetlonym słońcem dziedzińcu Élise podlewała krzewy róż. Słysząc skrzypienie bramy, odwróciła się, by powitać gości.
W tym momencie… czas zdawał się stać w miejscu.
Élise stała w bezruchu, z wzrokiem utkwionym w Twarz Antoine’a. Zanim Camille zdążyła wydusić choć słowo, by się przedstawić, ciężka łopata do podlewania wyślizgnęła się z rąk Élise, uderzając ciężko o bruk. Bez tchu pobiegła w stronę Antoine’a.
Zamiast powitać go chłodno lub oceniać po wieku, rzuciła się na niego i mocno objęła, a łzy spływały jej niekontrolowanie po policzkach zapadniętych ze zmęczenia.
„Boże mój…! Czy to naprawdę ty… Antoine?” szlochała, a jej głos łamał się z emocji, która zdawała się pochodzić z otchłani czasu.
Nikt nie mógł sobie wyobrazić straszliwej prawdy, jaka…
na skraju eksplozji i obrócenia ich świata w popiół…