CZĘŚĆ 2
Élodie nie zemdlała.
Prawie żałowała, że to zrobiła.
Jej ciało pozostało wyprostowane, ale coś w jej twarzy nagle się rozpadło: bunt, zazdrość, próżność, kobieta, która wysyłała zdjęcia, żeby ukraść męża, jakby wygrywała grę.
Została tylko przerażona córka stojąca twarzą w twarz z chorym dzieckiem.
„Nie…” wyszeptała. „Nie, to niemożliwe”.
Lina wyciągnęła słabą dłoń.
„Mamo?”
Élodie cofnęła się pod ścianę.
„Ona nie żyje”.
Jej słowa odbiły się echem w pokoju.
Odwróciłam się do niej.
„Kto ci to powiedział?”
Nie odpowiedziała.
Jej oczy napełniły się łzami.
„Moja córka nie żyje”.
Lina zacisnęła dłoń na szpitalnej bransoletce, jakby właśnie dostała w twarz.
Podeszłam do łóżka.
„Lino, moja kochana, Élodie musi zrozumieć. Nie wiedziała”.
Dziewczynka spojrzała na mnie zdezorientowana.
„Nie wiedziała, że tu jestem?”
Nie mogłam znaleźć odpowiedzi, która nie bolała.
Élodie zaczęła płakać.
Prawdziwym płaczem.
Bez piękna.
Bez opanowania.
„Laurent powiedział mi, że nie żyje”.
Imię mojego męża w tym pokoju zmieniło wszystko.
Spojrzałam na nią powoli.
„Laurent?”
Uniosła zniszczoną twarz do mojego wzroku.
„Miałam dwadzieścia cztery lata. Pracowałam w salonie fryzjerskim niedaleko dworca kolejowego. Laurent często przychodził”. Powiedział, że jest w separacji, że nadal mieszka z tobą tylko dla papierkowej roboty, dla domu. Wierzyłam mu.
Każde słowo mnie uderzało, ale się nie ruszyłam.
„Kiedy zaszłam w ciążę, spanikował. Potem powiedział, że zostanie ze mną. Wynajął kawalerkę. Chodził ze mną na wizyty. Myślałam, że już się zdecydował”.
Otarła policzki rękawem.
„Lina urodziła się za wcześnie. Pamiętam maszyny, lekarzy, krew, białe światło. Byłam wyczerpana. Dali mi papiery do podpisania. Laurent powiedział, że to na opiekę medyczną, na ubezpieczenie, żeby uniknąć wydatków. Potem… potem wrócił do mojego pokoju sam”.
Głos jej się załamał.
„Powiedział mi, że nie przeżyła”.
Lina wpatrywała się w Élodie, nie rozumiejąc wszystkiego, ale wystarczająco, żeby cierpieć.
„Dlaczego mnie nie szukałaś?” zapytała.
Élodie zakryła usta obiema dłońmi.
„Myślałam, że jesteś w niebie”.
Dziewczynka zamrugała.
„Byłam w szpitalu”.
Te cztery słowa rozdarły mi serce.
Élodie padła na kolana przy łóżku.
„Nie wiedziałam. Przysięgam, że nie wiedziałam”.
Lina spojrzała na nią z powagą, zbyt wielką jak na jej wiek.
„Szukałaś mnie?”