Chciał dać moją kartę bankową swojej siostrze… Więc położyłam kopertę na stole, zanim zniknęłam.
„Daj mi swój PIN”.
Głos Mathieu był spokojny.
Właśnie to zmroziło Claire.
Stojąc w kuchni ich mieszkania w Lyonie, wyciągnął do niej rękę, nie patrząc na nią, jakby prosił tylko o sól. W drugiej ręce trzymał telefon z ostatnią wiadomością od siostry.
„Potrzebuję 4800 euro do południa. Inaczej stracę wszystko”.
Claire powoli zamknęła laptopa.
„Nie”.
Mathieu w końcu podniósł wzrok.
Na zewnątrz listopadowy deszcz zaciemnił dachy dzielnicy Croix-Rousse. Ekspres do kawy kończył parzyć, wypełniając pomieszczenie ciepłym, kojącym aromatem, który zupełnie nie pasował do atmosfery.
„Nie zrozumiałaś” – kontynuował. Sophie musi zapłacić kaucję za swój salon. Zwróci ci pieniądze.
Claire zaśmiała się krótko i bez radości.
Sophie nigdy niczego nie oddała.
Ani czynszu za trzy miesiące, który Claire zapłaciła z góry.
Ani supernowoczesnego telefonu, który kupiła „żeby rozwinąć swój biznes”.
Ani biletów do Marrakeszu, za które obiecała zapłacić zaraz po powrocie.
Każdy dług znikał z pamięci Sophie z niemal elegancką łatwością. A każda odmowa Claire stawała się w oczach Mathieu dowodem jej egoizmu.
„Ona ma już dość pieniędzy” – odpowiedziała Claire. „Moja wizytówka to nie osobiste konto bankowe”.
Twarz Mathieu stwardniała.
Ta karta była powiązana z kontem małej firmy zajmującej się projektowaniem wnętrz, którą Claire założyła sześć lat wcześniej. Firmy, którą zbudowała samodzielnie, pracując wieczorami, w weekendy, a czasem do świtu.
Mathieu ze swojej strony powiedział swoim przyjaciołom, że razem zbudowali ten sukces.
Jego nazwisko nie pojawiło się jednak w żadnym dokumencie.
„Zawsze to robisz” – syknął. „Upokarzasz moją rodzinę, bo myślisz, że jesteś lepszy od nas”.
„Po prostu chronię swoją firmę”.
„Twoją firmę…”
Powtórzył te słowa z pogardą.
Potem chwycił kubek stojący obok ekspresu.
Claire zobaczyła, jak wykręca mu nadgarstek.
Nie zdążyła się cofnąć.
Wrząca kawa uderzyła ją w policzek, szyję i górną część klatki piersiowej. Ból był natychmiastowy, ostry, niemal biały. Krzyknęła i uderzyła o krawędź blatu, ściskając twarz.
Kubek roztrzaskał się o kafelkową podłogę.
Przez kilka sekund w pomieszczeniu słychać było jedynie odgłos deszczu.
Claire odkręciła kran i ochlapała twarz zimną wodą. Zaparło jej dech w piersiach. Jej skóra pulsowała, jakby płonęła.
Za nią Mathieu się nie poruszył.
Nie przeprosił.
„Spójrz, w jakim stanie mnie zostawiłaś” – powiedział.
Claire powoli usiadła.
W mętnym odbiciu okna zobaczyła sylwetkę mężczyzny, którego poślubiła cztery lata wcześniej. Nienaganny garnitur, starannie uczesane włosy, niemal znużony wyraz twarzy.
Jakby to on został właśnie zaatakowany.
„Sophie będzie tu o szóstej” – kontynuował. „Dasz jej kartę i kod. I przeprosisz”.
Claire odwróciła się.
„Moje przeprosiny?”
Mathieu podszedł bliżej, aż poczuła zapach jego wody kolońskiej.
„To mieszkanie to nie hotel. Jeśli odmówisz pomocy mojej rodzinie, nie masz prawa tu dłużej przebywać”.
Tym razem coś w niej pękło.
Nie jej odwaga.
Ostatnie złudzenie, jakie jej pozostało.