Mieszkanie należało do Claire. Kupiła je trzy lata przed poznaniem Mathieu, dzięki skromnemu spadkowi po babci i dziesięcioletnim oszczędnościom.
A jednak właśnie kazał jej opuścić własny dom.
Mathieu podniósł klucze.
„Kiedy wrócę z Sophie, chcę, żebyś oprzytomniała”.
Drzwi zatrzasnęły się.
Claire stała nieruchomo pośród odłamków porcelany.
Jej pierwszym odruchem było sprzątanie.
Jak zawsze.
Zatrzeć ślady, odstawić krzesła na miejsce, wymyślić wiarygodne wytłumaczenie na wypadek, gdyby sąsiad usłyszał jej krzyk.
Ale kiedy schyliła się, żeby podnieść kubek, kropla krwi spadła jej z dłoni. Kawałek porcelany właśnie ją skaleczył.
Claire wpatrywała się w czerwoną kroplę na białych kafelkach.
Potem wstała.
Zrobiła zdjęcie kuchni.
Kolejne zdjęcie jej twarzy.
Kolejne zdjęcie wiadomości Sophie, wciąż wyświetlanej na służbowym telefonie Mathieu, który zostawił przy zlewie.
Potem zadzwoniła na pogotowie.
W szpitalu Édouard-Herriot pielęgniarka zapytała ją, czy ktoś jej to zrobił.
Claire wpatrywała się w swoje mokre buty.
Kłamstwo było już przygotowane.
Niezręczny błąd. Rozlana filiżanka. Wypadek w domu.
Ale po raz pierwszy pomyślała o tym, co by się stało, gdyby wróciła do domu w milczeniu.
Sophie wzięłaby pieniądze.
Mathieu oskarżyłby ją o urządzanie awantury.
A następnym razem może to nie być kawa.
„Mój mąż rzucił mi ją w twarz” – wyszeptała.
Słowa c
Zmienili wszystko.
Jej oparzenia zostały sfotografowane. Lekarz wypisał zaświadczenie. Pracownik socjalny rozmawiał z nią o mieszkaniu, złożeniu skargi i ochronie.
Claire słuchała bez płaczu.
Następnie wykonała trzy telefony.
Pierwszy do banku.
Drugi do partnera biznesowego.
Trzeci do kogoś, o kim Mathieu nie wiedział, że ona go zna.
O 17:50 Claire wróciła do mieszkania w towarzystwie dwóch policjantów.
Nie wzięła tylko walizki.
Zabrała akta swojej agencji, biżuterię, akty własności, ważne faktury i dysk twardy z rachunkami firmy.
Przed wyjściem położyła brązową kopertę na środku stołu.
Obok niej położyła obrączkę.
O 18:12 Mathieu wszedł z Sophie.
„Claire!” krzyknął. „Chodź tu natychmiast!”
Nikt nie odpowiedział.
Sophie zauważyła kopertę.
„To może być ta kartka” – powiedziała z uśmiechem.
Mathieu ją otworzył.
W środku nie znalazł ani pieniędzy, ani kodu bankowego.
Tylko kopię skargi, dokument podpisany przez prawnika…
I zdjęcie zrobione trzy tygodnie wcześniej.
Kiedy je zobaczył, Mathieu zbladł.
Sophie cofnęła się o krok.
„Mathieu… Dlaczego Claire ma to zdjęcie?”
Nie odpowiedział.
Bo to zdjęcie nie tylko dowodziło, że kłamał przez miesiące.
Ujawniało też, co tak naprawdę planował zrobić z mieszkaniem Claire.
A przede wszystkim, z kim.
CZĘŚĆ 2 — Koperta, której Mathieu nigdy nie powinien był otwierać
Mathieu trzymał zdjęcie w drżących palcach.
Zdjęcie zostało zrobione przez okno kawiarni niedaleko Place Bellecour. Siedział naprzeciwko mężczyzny w szarym garniturze. Po jego prawej stronie Sophie przeglądała teczkę z logo agencji nieruchomości.
Na stole leżała kopia aktu własności Claire i dokument, na którym sfałszowano jej podpis.
Sophie niemal wyrwała zdjęcie z rąk brata.
„Kto nas śledził?”
Mathieu podbiegł do okna, jakby wciąż miał nadzieję dostrzec Claire na ulicy.
„Ona blefuje”.
Ale jego głos się zmienił.
Podniósł dokument podpisany przez prawnika.
To nie był pozew rozwodowy.
Jeszcze nie.
To był nakaz zaprzestania działalności, zakazujący mu korzystania z kont, dokumentów firmowych i aktywów Claire. Prawnik sprecyzował, że próba oszukańczego przeniesienia własności mieszkania została zgłoszona notariuszowi, bankowi i władzom.
Telefon Mathieu zawibrował.
Wiadomość z banku.
Dostęp do Twoich kont firmowych został zawieszony.
Potem druga wiadomość.
Twoje pełnomocnictwo zostało cofnięte.
Mathieu rzucił telefonem o sofę.
„Ta szalona kobieta chce mnie zrujnować!”
Sophie wpatrywała się w niego oszołomiona.