CZĘŚĆ 1
„Twój ojciec zmarł, zanim się urodziłaś, kochanie” – powtarzałam córce przez cztery lata. Tej nocy, gdy płonęła gorączką prawie 40 stopni Celsjusza na izbie przyjęć w Guadalajarze, mężczyzna, którego chowałam głęboko w sercu, otworzył drzwi przebrany za lekarza.
Mój świat pogrążył się w ciemności.
„Jestem dr Alejandro Mendoza” – powiedział spokojnie. „Zbadam twoją córeczkę”.
Alejandro.
Ten sam mężczyzna, którego kochałam od dwudziestego roku życia. Ojciec Lucii. Mężczyzna, którego matka spojrzała mi w oczy pięć lat wcześniej, żeby powiedzieć, że zginął w wypadku.
A teraz był tam, żywy.
Ale mnie nie poznał.
Wciąż miałam na sobie szary uniform z hotelu, w którym pracowałam w Providencia. Godzinę wcześniej odebrałam Lucię z domu mojej przyjaciółki Karli. Nagle zaczęła wymiotować, drżeć i tracić siły. Nie myślałam o niczym innym. Pojechałam do najbliższego szpitala, nieświadoma, że los prowadzi mnie prosto do niego.
Alejandro pochylił się nad stołem zabiegowym.
„39 i 9. Musimy teraz zbić gorączkę”.
Poprosił pielęgniarkę o założenie kroplówki, zlecił badania i zaczął badać gardło Lucii. Patrzyłam na jego dłonie i czułam, że każdy ruch otwiera ranę.
Te dłonie trzymały moje.
Głaskały mój brzuch, kiedy dopiero zaczynał się uwidaczniać.
Obiecały, że nigdy mnie nie zostawią samej.
„Czy ojciec dziecka ma jakąś ważną historię medyczną?” zapytał, nie odrywając wzroku od swojej karty.
Poczułam cios w pierś.
„Nie ma go w jej życiu” – odpowiedziałam.
Alejandro spojrzał na mnie ze smutkiem, który nie wydawał się profesjonalny.
„Musi być ciężko wychowywać ją samą”.
Musiałam ugryźć się w język, żeby nie krzyknąć, że to przez niego nauczyłam się robić wszystko sama.
Pięć lat wcześniej studiowałam pielęgniarstwo, a on kończył medycynę. Poznaliśmy się w szpitalnej stołówce, kłócąc się o ostatnią kanapkę. Pochodził z jednej z najpotężniejszych rodzin medycznych w Jalisco. Byłam córką mechanika i krawcowej z Tepatitlán.
Jego matka, Beatriz Mendoza, nigdy mnie nie zaakceptowała.
Kiedy dowiedziała się, że jestem w ciąży, nazwała mnie oportunistką.
Alejandro się jej sprzeciwił.
„Mariana i nasze dziecko to moja rodzina. Jeśli będę musiała zrezygnować z pieniędzy i nazwiska, żeby być z nimi, to to zrobię”.
Tej samej nocy miał wypadek.
W ulewnym deszczu pobiegłam do prywatnego szpitala rodziny Mendoza.
Beatriz czekała na mnie na korytarzu.
„Alejandro umarł” – powiedziała. „A ty zabiłaś go swoimi problemami”.
Nie pozwoliła mi się z nim spotkać. Kilka dni później prawnicy rodziny wysłali mi list z prośbą o zaprzestanie kontaktów.
Wróciłam do domu rodziców, rzuciłam studia i wychowywałam Lucię, pracując, gdzie tylko mogłam.
Przez pięć lat opłakiwałam mężczyznę, który tak naprawdę nigdy nie umarł.
Alejandro skończył badanie mojej córki i wyszedł. Godzinę później wrócił z dwiema kawami.
Usiadł naprzeciwko mnie i patrząc na mnie w milczeniu, zapytał:
„Przepraszam, że to mówię… czy my się znamy?”.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Lucía otworzyła oczy i mruknęła ze stołu zabiegowego:
„Mamo… ten lekarz wygląda jak ten mężczyzna na zdjęciu, które masz przy łóżku”.
Alejandro zamarł.
I zrozumiałam, że kłamstwo, które zniszczyło nasze życie, właśnie zaczęło się rozpadać.
Nie mogłam sobie wyobrazić, co się stanie, gdy odkryje, kim naprawdę jest ta mała dziewczynka.
CZĘŚĆ 2
Następnego ranka gorączka Lucíi spadła. Alejandro wszedł, żeby sprawdzić jej parametry życiowe i uśmiechnął się, widząc, że jest przytomna.
„Dużo lepiej, mistrzu”.
Lucía spojrzała na niego tymi niebieskimi oczami, które zawsze mi go przypominały.
„Wyglądasz zupełnie jak mój tata”.
Alejandro przestał się uśmiechać.
„Twój tata?”
„Mama ma zdjęcie. Napisane jest, że zmarł przed moimi narodzinami”.
Cisza stała się nie do zniesienia.
Alejandro poprosił o rozmowę na korytarzu.
Gdy tylko zamknęliśmy drzwi, powiedział:
„Lucía ma cztery lata. Mój wypadek miał miejsce pięć lat temu. A ta mała dziewczynka jest do mnie tak podobna”.
Poczułam, jak drżą mi nogi.
„Mariana, powiedz mi prawdę. Czy Lucía jest moją córką?”
Nie mogłam już dłużej kłamać.
„Tak”.
Alejandro oparł dłoń o ścianę, jakby podłoga zniknęła.
„Boże…”
Opowiedziałem mu wszystko. Że jesteśmy razem. Że czekamy na Lucię. Że chce się ze mną ożenić. Że Beatriz zapewniła mnie, że nie żyje, a potem zagroziła, że zniknę.
Alejandro zamknął oczy.
„Moja matka powiedziała mi, że przed wypadkiem byłem zaręczony z kobietą o imieniu Claudia Robles”.
„Nigdy nie byłeś z nią zaręczony”.
„Podejrzewałem to samo. Nic nie pamiętałem, więc odwołałem ten rzekomy ślub”.
Potem powiedział mi to, czego nie wiedziałem.