Część 1
„Jutro wychodzę za mąż, więc dzisiaj podpiszesz papiery na mieszkanie i znajdziesz mieszkanie do wynajęcia”.
Mariana Salgado pomyślała, że jej brat Diego żartuje.
Siedziała w salonie swojego penthouse’u w Polanco, jedną ręką opierając się na brzuchu w ósmym miesiącu ciąży, a drugą trzymając listę rzeczy do zrobienia przed kolacją przedślubną.
Na stole stały bukiety białych orchidei, pudełka z upominkami dla gości i trzy butelki szampana, które Diego przywiózł ze swoją narzeczoną, Camilą.
Mariana podniosła wzrok.
„Co ty właśnie powiedziałaś?”
Diego rozsiadł się na sofie, jakby był właścicielem tego miejsca.
„Camila i ja będziemy tu mieszkać po ślubie”.
Obok niego jego matka, Teresa, uśmiechnęła się ze spokojem, który przyprawił Marianę o dreszcz.
„To ma sens, kochanie. Założą rodzinę. Możesz wynająć coś mniejszego”.
Mariana spojrzała na swojego ojca, Roberto.
„Jestem w ciąży”.
„Dokładnie” – odpowiedział. „Nie potrzebujesz takiego dużego mieszkania dla siebie. Są bardzo ładne apartamenty w Narvarte lub Coyoacán”.
Mariana potrzebowała kilku sekund, żeby zrozumieć, że mówią poważnie.
Kupiła ten penthouse trzy lata wcześniej, po sprzedaży firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem, którą zbudowała z wynajmowanego pokoju, mając 27 lat.
Jej rodzina wiedziała, że dobrze jej poszło.
Nie wiedzieli jednak, jak dobrze.
Mariana nigdy nie ujawniła dokładnej kwoty, ponieważ wyciągnęła niewygodną lekcję: za każdym razem, gdy Diego odkrywał, że coś ma, znajdował powód, by wierzyć, że zasługuje na to bardziej.
Samochód.
Pożyczkę.
Wycieczkę.
Czesne za studia magisterskie, które poniosła po czterech miesiącach, zostało spłacone.
A teraz, jak się okazuje, jej dom.
Diego wyjął teczkę z teczki ojca i przesunął ją po stole.
„Podpisz”.
Mariana otworzyła teczkę.
To był projekt przeniesienia własności nieruchomości.
Jej adres był poprawnie wpisany.
Jej imię i nazwisko też.
Nieruchomość miała zostać przeniesiona na firmę o nazwie DC Patrimonial, S.A. de C.V.
Mariana powoli podniosła wzrok.
„Czy miałeś już gotowe dokumenty?”
Roberto skrzyżował ramiona.
„Znam notariusza, który nam pomaga”.
„Komu pomaga?”
Diego zaśmiał się niecierpliwie.
„Nie rób z tego wielkiej sprawy. Camila już powiedziała rodzicom, że to będzie nasz dom”.
Camila spuściła wzrok.
Mariana zamknęła teczkę.
„Więc Diego okłamał twoją rodzinę”.
Wyraz twarzy jej brata się zmienił.
„Nie rób ze mnie idiotki dzień przed ślubem”.
„Sama to zrobiłaś”.
Teresa uderzyła dłonią w stół.
„Mariana!” Zawsze musisz czuć się lepsza.
„Nie mówię o wyższości. Mówię o mojej własności”.
Diego wstał.
„Wystarczająco długo cię znosiliśmy”.
Mariana sięgnęła po telefon.
Nawet go nie odblokowała.
Diego przeszedł przez pokój dwoma krokami, złapał ją za włosy i szarpnął do tyłu.
„Zgadnij!”
Wrzasnęła Mariana.
„Puść mnie!”
Próbowała osłonić brzuch.
Diego pociągnął mocniej i ją odepchnął.
Jej biodro najpierw uderzyło w róg stolika kawowego.
Potem upadła na marmurową podłogę.
Ostry ból przeszył jej brzuch.
Przez chwilę nie mogła oddychać.
Potem poczuła coś ciepłego rozchodzącego się pod jej sukienką.
Mariana zbladła.
„Moje wody…”
Camila podniosła obie dłonie do ust.
„Diego, chyba odeszły mi wody”.
Mariana spojrzała na rodziców.
„Zadzwońcie po karetkę”.
Nikt się nie ruszył.
„Proszę!”
Roberto złapał Diego za ramię.
„Chodźmy”.
Mariana pomyślała, że się przesłyszała.
„Tato…”
Teresa wzięła torebkę.
„Zawsze wszystko zamieniasz w tragedię”.
„Jestem w ósmym miesiącu ciąży!”
Drzwi prywatnej windy otworzyły się.
Camila zawahała się.
„Powinniśmy jej pomóc”.
Diego chwycił ją za nadgarstek.
„Wychodzimy”.
Mariana przesunęła się o kilka centymetrów, nie mogąc ustać na nogach.
„Mamo, proszę!”
Teresa spojrzała na nią po raz ostatni.
Potem weszła do windy.
Drzwi się zamknęły.
Mariana leżała sama na marmurowej posadzce, w mokrej sukience, z brzuchem twardniejącym od skurczów, a teczka z rzekomym przelewem leżała niecały metr dalej.
Krzyczała o pomoc.
Dwie minuty później ktoś głośno zastukał do drzwi.
„Pani Mariano Salgado? Prokuratura Miasta Meksyk! Musimy z panią porozmawiać w sprawie próby oszukańczego przelewu tej nieruchomości”.
Mariana spojrzała na teczkę.
Wśród bólu zrozumiała coś, czego jej rodzina wciąż nie wiedziała.
Nie tylko zaatakowali ciężarną kobietę.
Zostawili swoje imiona, podpisy i wiadomości dołączone do oszustwa, które było badane od tygodni.
Kiedy Mariana usłyszała, jak zamek zaczyna się obracać z zewnątrz, wciąż nie wiedziała, kto następnego dnia trafi do kajdanek.
Nie mogła uwierzyć w to, co miało się wydarzyć…
Część 2: Pierwszy wszedł Julián Méndez, szef ochrony budynku.
Dwóch śledczych poszło za nim.
Julian zobaczył Marianę leżącą na ziemi i natychmiast zadzwonił pod numer alarmowy 911.
Jedna z agentek, Laura Reyes, uklękła obok niej.
Druga obejrzała teczkę, nie dotykając jej.
„Kto to przyniósł?”