Adrien nigdy nie improwizował. Ani w biznesie, ani w życiu. Dlatego udawał wyjazd za granicę, zostawiał dom „wolny”, a potem wracał wcześniej niż się spodziewał, bez ostrzeżenia, ze ściśniętym żołądkiem. Idąc w porannym słońcu w stronę rezydencji, poczuł chłód. Nie na skórze. Głębszy.
Poprawił czerwony krawat, jakby to mogło w jakiś sposób stłumić niepokój, który narastał w jego piersi od dni. Od czasu, gdy jego sąsiadka, Madame Berthe, wypowiedziała słowa, które nie dawały mu zasnąć:
„Ta dziewczyna robi dziwne rzeczy… wczoraj słyszałem krzyki… a potem muzykę”.