…Ośmioletnie dziecko… które bardziej niż bólu bało się zniknięcia.
Rafael przez chwilę nic nie mówił. Siedział nieruchomo, patrząc przed siebie, ale w jego głowie wszystko się gotowało. Widział w życiu różne rzeczy — biedę, przemoc, ludzi, którzy potrafili być okrutni dla własnych dzieci. Ale tutaj… tutaj chodziło o coś innego. O dom, w którym wszystko było perfekcyjne. Za perfekcyjne.
— Słuchaj mnie uważnie, Mateo — powiedział w końcu cicho, ale stanowczo. — Nigdzie nie pojedziesz. Nikt cię nie zabierze. Rozumiesz?
Chłopiec patrzył na niego niepewnie.
— Naprawdę?
— Naprawdę.