— A jeśli tata się dowie?
„Bolą mnie plecy…”
Rafael spojrzał na niego poważnie.
— To dobrze. Bo powinien się dowiedzieć.
Weszli do środka.
W powietrzu pachniało kawą i czymś znajomym… spokojem. Za biurkiem siedziała kobieta, która podniosła wzrok i od razu zauważyła chłopca.
— W czym mogę pomóc?
Rafael nie owijał w bawełnę.
— To dziecko potrzebuje pomocy. Natychmiast.
Kobieta spojrzała na Mateo uważniej. Coś w jego postawie — w sposobie, w jaki trzymał ramiona, jak unikał kontaktu wzrokowego — powiedziało jej więcej niż słowa.
— Chodź, kochanie — powiedziała cicho. — Usiądź tutaj.
Mateo spojrzał na Rafaela.
— Zostaniesz?
— Nigdzie się nie ruszam.
I to była pierwsza chwila od bardzo dawna, kiedy chłopiec naprawdę komuś uwierzył.
Kilka godzin później wszystko zaczęło się rozpadać.
Telefony.