Wróciłam do domu po operacji, ściskając w drżącej dłoni wypis ze szpitala i wciskając pod pachę torbę z apteki. Znieczulenie wciąż unosiło się w moim ciele. Kolana wydawały mi się niestabilne, w ustach czułam metaliczny posmak, a każdy powolny krok z podjazdu na werandę szarpał szwy ukryte pod swetrem.
Za mną Adrian Vale cicho zamknął drzwi samochodu.
Nie był członkiem rodziny. Nawet nie był przyjacielem, którego znała moja rodzina. Dla większości mieszkańców Bostonu Adrian Vale był nazwiskiem drukowanym na skrzydłach szpitalnych, w nagłówkach gazet prawniczych i magazynach biznesowych – właścicielem Vale Medical Group, prezesem wielu fundacji charytatywnych i człowiekiem, który osobiście zatwierdził moją pilną operację, gdy moje ubezpieczenie opóźniło autoryzację.