
– Wspólnika? – powtórzyła cicho Magda. – Ciekawe. A dlaczego sądzisz, że zapraszam cię do mojego biznesu? Marek skrzywił się, choć z udawaną pewnością. – Bo jestem twoim mężem. Rodzina to wspólnota. Moje — twoje. Halina klasnęła w dłonie. – Właśnie! Brawo! Rodzina to jedność, nie dzielenie na „moje” i „twoje”! – Dokładnie – przytaknął Edward. – U nas z Brygidą wszystko razem. Ona mi ufa. Brygida rozpromieniła się, choć wszyscy wiedzieli, że na ich „wspólne” pieniądze żyły głównie jego długi. Magda milczała kilka sekund, po czym uśmiechnęła się. Ten uśmiech przestraszył nawet Halinę. – Wiecie – powiedziała prawie łagodnie. – Macie rację. Rodzina to jedność. Tylko dziwne, że w tej „jedności” pracuję ciągle ja, a wy wydajecie. Nie sądzicie, że ta całość jest trochę przekrzywiona? – Nie sarkaj! – podniósł głos Marek. – Chcemy tylko równości! – Równości? – Magda powoli zdjęła płaszcz, odwiesiła na wieszak. – Dobrze. Jutro zostaniesz współwłaścicielem. Przyjdź do biura rano. Pokaż, że potrafisz. Zgadzasz się? Marek zawahał się, ale pod śmiech Edwarda rzucił: – Choćby i jutro! – Świetnie – przytaknęła spokojnie. Następnego ranka Marek wszedł do przestronnego biura „Omega-Bud”. Białe ściany, echo kroków, pracownicy w garniturach – czuł się obcy. Magda czekała na niego w sali konferencyjnej, przy stole z plikiem dokumentów. – Oto umowa o wspólnym zarządzaniu – podała teczkę. – Czekam na podpis. Ale są warunki. Ty odpowiadasz za nowe projekty. Nasz klient to duża sieć hoteli. Jutro prezentacja. Twoje wystąpienie, twój projekt.