Po roku żałoby matka podejmuje kruchą próbę sprowadzenia córki z powrotem na świat. Ale bolesne popołudnie przed balem maturalnym ujawnia, że milczenie córki niesie ze sobą coś więcej niż tylko stratę.
Dom nauczył się wstrzymywać oddech po śmierci Masona. Rok ciszy wniknął w ściany, w brudne kubki po kawie, w zamknięte drzwi na końcu korytarza, gdzie moja córka mieszkała teraz niczym duch we własnej sypialni.
Stałam przy tych drzwiach prawie każdego poranka, opierając dłoń o drewno, nasłuchując odgłosu jej oddechu.
Hazel miała siedemnaście lat. Tańczyła w kuchni, podczas gdy ja smażyłam naleśniki.
Po pogrzebie Hazel przestała jeść.
Mason nazywał ją Orzechową i podkradał syrop. Obiecywał jej, na tyle głośno, by wszyscy przy stole usłyszeli, że jeśli żaden chłopak nie będzie na tyle mądry, by zaprosić ją na bal maturalny, sam włoży smoking i ją zabierze.
Nigdy nie miał okazji. Ciężarówka na drodze nr 9, mokra droga, wtorek.
Po pogrzebie Hazel przestała jeść. Potem za dużo jadła. Potem przestała wychodzić na dwór.
Eli był jedyną osobą, której pozwalała się do siebie zbliżać. Cichy chłopak z dwóch domów dalej, jej najlepszy przyjaciel od szóstej klasy, przychodził po szkole z jej pracą domową złożoną pod pachą.
Nigdy nie pukał za głośno. Nigdy nie zadawał jej pytań.
Wzruszał ramionami, jakby nic się nie stało. Dla niego chyba tak było.
Niektóre popołudnia zastawałem ich na ganku, nic nie mówiących. Hazel z głową opartą o balustradę, podczas gdy Eli szkicował coś w zeszycie.
„Pani Mave” – powiedział pewnego popołudnia, patrząc na mnie. Nazywał mnie tak odkąd miał dwanaście lat, kiedy uznał, że zwracanie się do mnie tylko po imieniu wydaje mu się zbyt swobodne, a bardziej formalne – zbyt daleko idące. „Zjadła dziś pół kanapki”.
„Dziękuję, Eli”.
„Za co?”
„Za to, że z nią siedziałem”.
Raz znalazłem jej pamiętniki.
Wzruszył ramionami, jakby to nic takiego. Dla niego chyba jednak tak było.
Znalazłam kiedyś jej dzienniki, te stare z pierwszego roku, schowane za rzędem książek w miękkich okładkach. Imiona dziewczyn. Imiona chłopców. Okrutne, krótkie zdania napisane jej okrągłym charakterem pisma, takie, które pisze się tylko dlatego, że nie można ich wypowiedzieć na głos.
Odłożyłam dziennik dokładnie tam, gdzie go znalazłam.
Tej wiosny zaproszenia na bal maturalny zaczęły napływać do skrzynek pocztowych innych dziewczyn. Widziałam zdjęcia ich matek w internecie – córki w pastelowych sukienkach trzymały bukiety.
Zapukałam do drzwi Hazel.
„Mason chciał, żebyś poszła”.
„Kochanie. Bal maturalny jest za trzy tygodnie”.
„Nie idę, mamo”.
„Mason chciał, żebyś poszła”.
Długo milczała. Potem usłyszałam skrzypnięcie łóżka i kroki, a drzwi uchyliły się na cal.
„Mason chciał wielu rzeczy”.